Osobliwa miłość
(Ballada)
W opuszczonym starym domu wiatr hulał.
Grał o północy na harfie bez kilku strun.
W fałszu zawodził jak mało kto z grajków.
Dom z dala omijali okoliczni mieszkańcy.
Tam właśnie w nim zamieszkała cud elfica,
by zaznać trochę spokoju i ciszy od zgiełku.
W ucieczce upatrywała szansę na szczęście.
Nie chciała wracać do tego, co się wydarzyło.
W zatrzymaniu czasu rozmyślała co dalej.
Oswoiła w starym domu wiatr na strunach.
On stał się jej powiernikiem i posłańcem,
a przyjaźń ich wydawała się być dozgonna.
Gdy powiał w jej rodzinne strony, zrozumiał,
co też takiego spotkało elficką dziewczynę.
Zaczął więc dąć ze złością i zmiótł wszystko
z powierzchni ziemi, do bez obecności śladu.
Gdy opowiedział jej, że może już ona wracać,
bez obaw jeśli tylko zechce w swoje strony.
Wolałby jednak, aby na stałe z nim została,
w starym domu już niepotrzebnym nikomu.
Elficka piękność, gdy tylko się dowiedziała,
co też uczynił jej ten do niedawna przyjaciel.
Płakała dzień cały i noc nie mówiąc ani słowa.
Jej świat po wtóry dla niej znów się zatrzymał.
Wiatr zrozumiał, że czas wynieść się z domu.
Zostawił więc wszystko, co w sobie ukochał.
W smutku wywiało go daleko w góry wysokie.
i wył między szczytami samotnie w tęsknocie.
Tymczasem sama w domu dziewczę elfickie
nie przestawała płakać i wiatru wypatrywała,
gdy tylko na harfę bez kilku strun spojrzała,
przypominały się jej szczęśliwe z nim chwile.
Poszła więc pewnego razu w ciemne lasy,
gdzie wierzchołki drzew się cicho kłaniały.
Mimo wielu obaw o swoje bezpieczeństwo,
w cudzie nadziei na szybkie z nim spotkanie.
Błąkała się tak jak i wiatr między dolinami,
szukając jego śladów, znalazła zniszczenia.
Z przykrością czuła jego ból taki jak swój,
więc koniecznie szybko odnaleźć go chciała.
Pewnego dnia wpadli sobie znów w ramiona.
Ich szczęścia wtedy świadkami były leśne istoty,
a którym udzieliła się ta ich cudowna radość.
Potem wrócili razem do swojego starego domu.
4.08.2024 r. godz. 17:45
Elizabeth
