Zapach deszczu nagle zaskoczył ciszę
Smak tęsknoty rozjaśnił tajemnicy mrok
Spojrzenia co nadal, gdzieś nad nią wiszą
Myśli pogubionych straciliśmy znów tok
Dotyk deszczu już nie rani dźwięku w oddali
Powrotów i powitań, chwili kroplami zroszone
Gdy tak pod drzewem cierpliwym żeśmy stali
Myśli chętne i zbyt pośpiesznie zaproszone
Ciche żalu pluskanie w kałuży jeziora szare
Odbicia krzywe kręgami skrzętnie otoczone
Latarnie światłem ledwie okraszone stare
A cienie ledwie cierpliwie, jakże zaznaczone
Deszcz łaskawy znów przełamał bariery
Skąpał w swych łzach, jakieś żale i refleksje
Mając, jak zwykle nienaganne maniery
I jak mało kto pogodne i słuszne intencje
Zapłakał jeszcze raz ukazując swą słabość
Jakże piękny w niej, życzliwy, uczciwy i prawy
Odkrywając swej duszy zwiewną swą nagość
A czas ku temu znowu, jakże miły i łaskawy
30.04.2010r. godz. 23:47
Elizabeth
