Pewną marcową wiosenną wczesną porą
gdy białe snuły się poranne mgły
spowijały jeszcze trawy i skromne kwiaty
wierzchołki krzewów ledwie widoczne
wtedy to dynamicznie tabun białych koni
jak w baśni nagle spośród nich się wyłonił
gorącą parą zgodnie parskając nozdrzami
a spod ich kopyt ziemia i grudki szronu
rozbryzgiwały się chaotycznie na wszystkie strony
z trącanych przez nie gałęzi drzew
spadały strzepnięte kryształki lodu
przypominając piękne zimowe pejzaże
chwila ta trwała niemal wiekopomnie
w podziwie dech wszystkim zapierał
zaskoczeni w nagłej trwogi obawy zaistnienia
obserwatorów zamrażał niemal
potem nikłe jeszcze promienie słońca
przebijały się już jednak natarczywie
przez korony drzew jeszcze śpiące
oproszone skromnie białym szronem
a na ziemi gdzieniegdzie zalegały
białe resztki oznaki odchodzącej zimy
zaś w dole prawie było już lato
ten niezwykły spektakl rozegrał się
na samym szczycie Śnieżnika
najwyższego i jedynego z gór we własnym masywie
który wystaje dumnie ponad górną granicę lasu
a swoje miejsce ma nie inaczej jak w Sudetach
zbudowany solidnie ze skał metamorficznych
powstałych w wyniku wpływu wysokich temperatur
dużego ciśnienia oraz procesów chemicznych
co ciekawe z niego bierze swój początek Morawa
jedna z większych rzek Czech i Moraw
11.09.2026 r. godz. 9:49
Elizabeth
