Nim świt zbudził poranek bladym światłem pośród mgły zieleni
Pojawiły się pierzastych drzew pnie długie cienie - poroża jeleni
*
Cisza zagrała nagle swe akordy nagłego porywu skrzydeł ptaka
Tam doniedawna majaczyła w oddali bezkształtna postać wraka
*
W szumie pośród dźwięków fal posłusznych bijących o brzeg plaży
Słychać śmiech wrzasku mew i ich wniesionego lotu widoku witraży
*
Na niebie błękitu chmur bieli plamy naniesione odważnie z rana
Tam też ledwie zaznaczona linią - myśl i teraz dopiero tu dodana
*
Spod dzikiej bryzy wzburzonej toni kropla swawolnie kroplę goni
Niby w tumanie czarnej ziemi spod stu kopyt rozbieganych koni
*
Tym czasem już po złotym w promieniach słońca drobin piasku
Dodaje mojemu obrazkowi nie tylko barw ale i bogactwa blasku
*
Tam w błogości ciszy samotni jako w swym najmilszym domie
Ciepły i radosny ogień nadziei spokoju wesoło w sercu płonie
*
Dokoła od dawna ze światłem pokoju błądząc w tańcu odnajduje
Muzykę życia wraz z Miłością na obłoku, gdzieś na niebie wiruje
*
W beztrosce czasu co go wygrać można na loterii przeznaczenia
Na ścieżkach życia trzeba jedynie unikać zdradliwego pobłądzenia
*
Na piaskach plaży śladów jest wiele ich kierunków też nie brakuje
Jednak czasem życie swoim nagłym zwrotem tajemniczo zaskakuje
*
W przypływie białej fali co niesie ze sobą nadziei powiew świeży
Ku brzegom odpowiedzi jak statki na pytania - przystani fala bieży.
*
27.12.2016 r. godz. 21:35
Elizabeth
