Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

Szafirowa apaszka

Elizabeth

Eliza Beth
Eliza Beth
13 września 2026·6 min czytania·3 Odwiedziny

Część I


Wczesny wieczór właśnie zawitał,

latarnie jednak jeszcze nieme.

Coraz mniej było słychać kroków,

tylko z drzew liście spadały cicho.


Szła powoli z gracją w ruchach,

wiedziała, że on idzie tuż za nią.

Rozluźniła apaszkę, a ta zwinnie

więc ześliznęła się z jej ramion.


Nie oglądała się za siebie,

udając nieświadomość zguby.

Szła tym samym, co wcześniej

nieśpiesznym powolnym krokiem.


On również nią zainteresowany,

podjął jej szafirową apaszkę.

Jednak nie podszedł, ją oddać

uznając, iż czas będzie sposobny.


Tymczasem wieczór dojrzewał,

jak w winnicy dorodne grona.

Latarnie się już zgodnie zaświeciły,

a delikatny wiatr liście rozwiewał.


Część II


W pensjonacie w jej pokoju

na czas wakacji wynajętym,

siedziała na tarasie w fotelu

podziwiając nieba piękno.


Wieczór pachniał zmysłowo,

a w świetle lampionu refleksy.

O czym wtedy sobie myślała?

Może właśnie o nieznajomym?


Zsunęła nieco z ramion szlafrok,

a wiatr ją delikatnie muskał,

po tajemniczym zaułku szyli,

a także i po obnażonym karku.


Nagły poryw wiatru rozsunął,

lubieżnie poły jej szlafroka.

Dotykał jej ud, kolan i łydek

aż oczy w ekstazie przymknęła.


Tymczasem delikatne pukanie

usłyszała zaledwie zbyt ciche.

To pokojowa z tacą i bilecikiem.

Ona zdziwiona odebrała liścik

i już w samotności go otworzyła.


„Witam i choć się nie znamy,

zapraszam panią na galę,

która właśnie się rozpoczyna,

tu w hotelowym salonie”.


Ona pełna ciepłych domysłów

postanowiła, się więc zabawić. 

Nie zareagowała w żaden sposób

i będzie czekać, co będzie dalej.


Minęło około trzydzieści minut,

usłyszała jak wcześniej pukanie

i znów ta sama pokojowa z tacą,

a na niej kolejny do niej liścik.


„Droga Pani proszę o spotkanie

na gali w salonie na parterze,

mam coś, co Panią zainteresuje.

Chyba, że mogę przyjść do Pani?”


Pokojowa z delikatnym uśmiechem,

wreszcie zdecydowała się powiedzieć.

- To taki elegancki szczupły pan

z małym zarostem i lekką siwizną.


- Ależ nie znam tu nikogo takiego.

Nie rozumiem tego, dlaczego

ten pan znów mnie niepokoi

i wciąż tu liściki mi posyła.


- Jeśli mogę się wtrącić pani.

Cóż pani straci idąc na galę?

To wieczór dla wszystkich,

więc i dla szanownej pani.


- Dobrze moja droga pójdę.

Niech tak będzie, a ty mi pomożesz.

Uczeszesz mi włosy w koka

i strój odpowiedni dobierzesz.


- Z przyjemnością miła pani.

Mam niezbędne umiejętności.

i we wszystkim chętnie pomogę,

będzie wyglądała pani pięknie.


- Cieszę się i dziękuję bardzo,

ale ty moja droga idziesz ze mną.

Mam różnych strojów wiele,

więc coś sobie wybierzesz.


- Ależ pani miła to nie wypada.

Nie mogę tak porzucić pracy,

ktoś przecież mógłby to zobaczyć

i donieść na mnie w administracji.


- To akurat wezmę na siebie,

nic ci się moja droga nie stanie.

Na ten wieczór jesteś moją kuzynką.

Pamiętaj tylko o dobrych manierach.


- Nie wiem, czy potrafię proszę pani.

Ta sytuacja mnie nader stresuje.

Jednak jak pani sobie życzy.

Zrobię wszystko, co będą mogła.


- I o to tylko chodzi nic ponadto.

Dam ci znak, gdy twoja rola skończona.

Oddalisz się dyskretnie i naturalnie,

potem wrócisz do swoich zajęć.


Cześć III


Ubrane w koktajlowe długie suknie,

wyglądały pięknie jak dwie boginie.

Dyskretny makijaż podkreślał urodę,

a ich włosy w wysokie koki ułożone.


Obie zeszły po schodach na galę,

gdzie słychać było muzykę do tańca.

Jedni tańczyli więc, a inni pili drinki,

rozmawiali i serdecznie się śmiali.


Dyskretnie obie się rozejrzały,

a potem podeszły razem do bufetu.

Zamówiły owocowe koktajle

i rozmawiały zwrócone do siebie.


Nic zaskakującego się nie działo,

więc podekscytowanie stały.

Czy na coś lub koś czekały?

W pewnym momencie jego ujrzały.


Tymczasem ku nim szedł on,

ten który czułe liściki posyłał.

Ona dała pokojówce znak okiem,

aby już odeszła i mogła być sama.


On stanął tuż prawie za nią.

- Czyż nie piękny mamy wieczór?

Ona przesunęła głowę w bok,

nie patrząc zupełnie na niego.


- Ach tak wyjątkowy jest zaiste,

no może gdyby nie te chmury,

może zwiastują jakiś deszcz.

Coś o tym dzisiaj ludzie mówili.


- Raczej nie, ale wyjdźmy na taras.

Sprawdzimy jak się sprawy mają.

Służę pani mym ramieniem,

ale proszę bez żadnej obawy.


- Dobrze sprawdźmy sytuację,

aby pozbyć się niepewności.

Tym samym temat zamkniemy,

więc o ramię pana poproszę. 


Oboje powoli poszli w kierunku,

gdzie wielki taras się znajdował,

a kilka już par oblegało barierki.

Znaleźli ustronne miejsce w rogu.


Stanęli obok siebie dość blisko.

Czuła jego zapach wody kolońskiej

i to ciepło zmysłowe jego ciała.

Jednak nic nie powiedziała.


- Proszę zobaczyć niebo bezchmurne.

Widać tam doskonale gwiazdozbiory,

nie ma zatem szans na jakiś deszcz.

Czyż nie uroczy jest ten nasz wieczór?


- Tak pogodne niebo ozdobione,  

miliardami gwiazd jak pasku na plaży.

Wyjątkowy i niesamowity to spektakl.

Można tak stać i patrzeć bez końca.


- Zgadzam się, ale takie niebo latem,

zdarza się niemal każdego dnia,

ale muzyka już nieco rzadziej.

Poproszę więc panią do tańca.


- Ach nie dziękuję, muszę poszukać

mojej młodziutkiej kuzynki,

nad którą mam przyrzeczoną pieczę.

Ona nie jest jeszcze zanadto obyta.


- O jaka szkoda, ale może za tydzień?

Znów będą bale i może wtedy?

Ależ będzie mi bardzo miło,

poprowadzić panią do tańca.


- Oj raczej nie, wyjeżdżam jutro.

Mam zwyczaj wracać tu co roku,

może wtedy gdy i pan tu zawita,

na swój wakacyjny odpoczynek?


- Tak z pewnością bardzo chętnie

skoro i pani tu ponownie będzie.

Bardzo mi się tu podoba,

a jestem tutaj już po raz drugi. 


- Ja natomiast siódmy i jakoś pana

nigdy tu niestety nie widziałam.

Może z tego prostego powodu,

że nie mam zwyczaju się przyglądać.


- A ja w biegłym roku panią widziałem.

Nie śmiałem jednak panią zaczepiać.

Mogłaby pani wtedy to źle odebrać,

a jestem z natury trochę nieśmiały.


- Ach tak, a tym razem te liściki,

czy w tym roku pan nieco już śmiały?

Może, gdy ja zaraz odejdę, pan ruszy w tany?

Tyle tu samotnych dam czeka do wyboru. 


- O nie dziękuję bardzo.

Ja tu jestem tylko dla tej jednej.

Oddalę się więc do swojego pokoju.

Będę patrzył w niebo na moim balkonie.


- Zatem nie jest tu pan samotny

i jak mniemam dama może czeka.

Nie zajmuję więcej czasu,

więc się już lepiej pożegnam.


- Proszę jeszcze o jedną chwilę.

Czy ten szal to nie pani zguba?

Domniemam, że stratą pani

wiele była dziś strapiona.


- O tak, to moja ulubiona apaszka.

Zawsze zabieram ją nad morze.

Jej kolory je przypominają,

a braku jej jednak nie zauważyłam.


- Cieszę się niezwykle ogromnie,

że mogę ją pani już zwrócić.

Musi być pani w niej do twarzy,

jak się domyślam także w każdej.


- Jakiż pan miły w komplementach.

Wypada mi tylko podziękować

i wyrazić szczęście, że pan ją znalazł.

Jestem niezwykle wdzięczna.


On wyjął starannie złożoną apaszkę

z kieszeni jego marynarki.

Podał jej z uszanowaniem,

z uśmiechem spod wąsa.


Wyciągnęła dłoń, aby ją odebrać.

Przez chwilę się zawahała,

uśmiechnęła się tajemniczo

i łagodnym głosem powiedziała.


- Proszę ją dla mnie zachować.

Odbiorę ją za rok od pana,

tymczasem niech będzie pamiątką,

tego naszego dzisiaj spotkania.


- Jakże dziękuję za zaufanie.

Będę ją strzegł bardzo skrycie

i oddam za rok o tej samej porze.

Zatem mamy swoją tajemnicę.


- Dobrze. Było mi bardzo miło,

ale na mnie już właściwy czas,

więc tutaj się pożegnam.

I co? Do zobaczenia za rok.


- To smutne, że dzień się kończy.

Jutro pani stąd wyjeżdża,

ja za dwa dni, więc rozstanie

musi teraz niestety nastąpić.


- Rok szybko się skończy,

miesiące szybko mijają,

tygodnie jak mgnienie oka,

o dniach już nie wspomnę.


- Tak, ma pani słuszną rację,

ale odczuwam jednak jakiś żal,

że to już tak szybko przemija,

zanim zaczęło się cokolwiek.


- To miłe co pan powiedział,

jednak co niby miało się zacząć?

To tylko apaszka nic więcej.

Nie wiem, a może ma pan rację?


Pożegnali się miło w krótce

i każde z nich rozeszło się,

do swoich pokoi w pensjonacie.

Po chwili ucichła także i muzyka


C.d.n.


13.09.2026 r. godz. 19:06


Elizabeth

Eliza Beth

Napisane przez

Eliza Beth

Piszę przede wszystkim prozę, ale i z poezją jest mi po drodze. Ponadto innymi moimi pasjami są: beading, sutasz, biżuteria z tkanin, florystyka, decoupage, pouring i artystyczne tynki. Uwielbiam muzykę i wszystko co związane jest z rozwojem duchowym.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Wspieraj Poetica.pl

Tutaj najważniejsze są słowa — bez reklam, bez hałasu, bez rozpraszaczy.

Jeśli chcesz pomóc nam pisać dalszy ciąg Poetica.pl, postaw nam kawę lub wesprzyj nas na Patronite.

Dziękujemy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.