Szczyty gór pokrywa już śnieg
a dopiero jest wczesna jesień
te mgły chłodne noce i poranki
ostatnie już liście wiatr strąca
czas przygotować się do zimy
otocz więc mnie swym ciepłem
niech znów w twych ramionach
czas na ciszę i spokój zamienię
a gdy dotkniesz mych dłoni
niech noc stanie się piękna
zadrżą moje usta na twoich
i uderzy nas fala gorąca
stopnieją śniegi gór naszych
kruchych przekonań obawy
niech na chwile stanie się wiosna
i nagle nocą zaświeci słońce
zetrzyj z moich ust szminkę
i powiedz że to nasz początek
a pod apaszką delikatność szyi
gdy zdejmiesz ją moje szczęście
nie mów już nic by nie spłoszyć
tej chwili tajemnicy niepewności
nie pozwól aby pustką prysła
bo tak jest przecież najpiękniej
a gdy oswojone już to co wstydliwe
i biec będziemy ku szczytom
nie zapomnij że tu jestem
i mojej dłoni nie wypuszczaj
gdy czas już zwolni i oczy otwarte
na to co w fantazji myśli się stało
przyjdź proszę jeszcze kiedyś znów
by wznieść się na szczyty białych gór
27.09.2026 r. godz. 21:45
Elizabeth
