Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

TOWARZYSZ DROGI

114303568809914163067

Daniil Lazko(Łaźko)
Daniil Lazko(Łaźko)
28 lipca 2026·6 min czytania·2 Odwiedziny

TOWARZYSZ DROGI


Za wsią ostatni ogień zgasili we młynie,

Pies zaszczekał i umilkł; łąka śpi w pokosie;

Idę drogą piaszczystą, co pod lasem ginie,

A tuż obok ktoś stąpa — lekko, jak po rosie.


Nie oglądam się wcale — znam te ciche kroki:

Szły za mną, gdym nad Niemnem strugał łódź z olszyny,

Milczały nad grobami, wpatrzone w obłoki,

Gdy ksiądz rzucał na wieko ostatnią garść gliny.


Szedł ze mną przez granicę w noc bez pożegnania,

Potem deptał wraz ze mną bruk obcego miasta,

Cierpliwie znosił hałas mego narzekania

I czekał pod latarnią, aż minie dwunasta.


Ludzie straszą nim dzieci po nocach w alkowie;

Mnie się trafił łagodny: nie chrzęści, nie dzwoni,

Nie podpowie mi wiersza, nic mi nie odpowie,

Tylko czasem gałązkę odgarnie od skroni.


Czernieje las przede mną — a mnie się wciąż zdaje,

Że to bór nowogródzki szumi tam znajomo,

Że za nim, jak przed laty, Niemen w mgłach przystaje,

I że matka wciąż czeka w progu nieruchomo.


«Wiem, po coś przyszedł» — myślę; on kroku nie zmienia.

«Lecz się nie śpiesz: przed nami jeszcze kawał drogi».

On tylko się uśmiecha — bez ust i bez cienia —

A psy śpią, gdy mijamy opłotki i progi.


Kiedyś, u skraju lasu, gdzie kończą się pola,

On pierwszy raz przemówi — cicho, po kryjomu,

I nie będzie to wyrok ani obca wola,

Tylko szept: «Chodź, wracamy — dawno czas do domu».


Daniił Łaźko

Touapsé, 2026



SZKIC KRYTYCZNY

I. Miara i budowa

Utwór liczy dwadzieścia osiem wersów rozłożonych na siedem czterowierszy. Miarą jest trzynastozgłoskowiec ze stałą średniówką po sylabie siódmej, z paroksytonicznym zakończeniem obu członów; układ rymowy krzyżowy, rymy wyłącznie żeńskie i dokładne. Jest to miara polskiego wiersza opowiadającego — miara, która nie śpiewa, lecz idzie. Wybór nie jest obojętny wobec tematu: cały wiersz opowiada o chodzeniu, a średniówka po siódmej sylabie dzieli każdy wers na dwa nierówne kroki, z których drugi jest zawsze krótszy. Tekst kuleje regularnie, jak człowiek zmęczony, i robi to przez dwadzieścia osiem wersów bez jednego wyłomu.

Składnia poddaje się tej mierze bez oporu. W siedmiu strofach nie ma ani jednej przerzutni międzystrofowej; zdania kończą się razem z wersami albo z dwuwierszami. Jest to dyscyplina staroświecka i świadoma: wiersz o śmierci, który nigdzie nie traci oddechu.

II. Bohater nienazwany

Słowo „śmierć” nie pada w utworze ani razu. Postać idąca obok wędrowca istnieje wyłącznie przez ruch, przez zaimek i przez to, czego nie robi. W strofie pierwszej jest to „ktoś”, który stąpa; w drugiej — same „ciche kroki”, które szły, milczały, patrzyły; od strofy trzeciej — „on”, bez rzeczownika, do końca wiersza. Nazwanie zostaje odłożone i nigdy nie następuje.

Zabieg ten ma konsekwencję gramatyczną, którą warto odnotować. W strofie drugiej podmiotem czterech orzeczeń są kroki — nie idący, lecz jego ślad dźwiękowy. Metonimia jest tu doprowadzona do granicy: kroki „wpatrzone w obłoki” to figura ryzykowna, ale konsekwentna, bo w całym wierszu towarzysz nie ma ciała. Potwierdza to strofa szósta: uśmiech „bez ust i bez cienia”. Postać, która uśmiecha się bez ust i idzie bez cienia, nie może mieć oczu — ma tylko kroki. Wiersz nie łamie własnej reguły nawet tam, gdzie łatwiej byłoby ją złamać.

III. Rzecz zamiast pojęcia

Utwór unika nazw uczuć niemal całkowicie. Znaczenie niosą przedmioty i gesty: zgaszony ogień we młynie, łąka w pokosie, łódź strugana z olszyny, garść gliny rzucona na wieko trumny, bruk obcego miasta, latarnia i wybijająca dwunasta, gałązka odgarnięta od skroni, opłotki i progi. Jest to lista rzeczy, nie stanów. Czytelnik dowiaduje się, że wędrowiec przeżył dzieciństwo nad rzeką, pogrzeb kogoś bliskiego, przekroczenie granicy i emigrację — i nie dowiaduje się tego z żadnego zdania, które by to oznajmiało.

Najdalej posunięty jest gest ze strofy czwartej. Towarzysz „czasem gałązkę odgarnie od skroni” — jedyna czynność, jaką w całym wierszu wykonuje wobec bohatera, i czynność opiekuńcza. Dwa wersy wcześniej wymieniono to, czego nie robi: nie chrzęści, nie dzwoni. Odmowa rekwizytu jest tu równie ważna jak rekwizyt: wiersz odbiera śmierci kosę i dzwon, zostawia jej odgarniętą gałąź.

IV. Porządek czasów

Siedem strof układa się w wyraźny łuk gramatyczny. Strofa pierwsza jest w czasie teraźniejszym: droga, wieś, kroki obok. Strofy druga i trzecia cofają się w przeszłość — najpierw dzieciństwo nad Niemnem i pogrzeb, potem granica i obce miasto. Strofa czwarta wraca do teraźniejszości, ale teraźniejszości gnomicznej, bezczasowej: tak jest zawsze, ludzie straszą nim dzieci, mnie się trafił łagodny. Strofa piąta jest teraźniejszością złudzenia. Szósta — jedyną sceną dialogową. Siódma stoi w czasie przyszłym.

Rozkład ten nie jest ozdobny. Towarzysz przemawia dopiero w futurum i tylko raz; przez sześć strof jego jedyną własnością jest milczenie. Gdy wreszcie mówi, mówi cztery słowa, z których trzy dotyczą powrotu.

V. Strofa piąta i jej okrucieństwo

Środkowa część wiersza zawiera jego najcichszą i najostrzejszą figurę. Bohaterowi „się zdaje”, że za czerniejącym lasem szumi bór nowogródzki, że Niemen przystaje w mgłach i że matka czeka w progu nieruchomo. Wszystkie trzy obrazy są podane jako złudzenie — czasownik „zdaje się” obejmuje je wszystkie — ale tylko czytelnik, który pamięta strofę drugą, rozumie, jak dalekie jest to złudzenie. Tam bowiem ksiądz rzucał glinę na wieko trumny.

Wiersz nie objaśnia tego związku. Nie mówi, kto leżał w trumnie, i nie każe czytelnikowi się domyślać. Zostawia dwie strofy w odległości dwunastu wersów i milczy. Słowo „nieruchomo”, zamykające strofę piątą, jest jedynym miejscem, gdzie ta wiedza wychodzi na powierzchnię: matka stoi w progu bez ruchu, bo tylko umarli tak stoją.

VI. Ironia i jej miara

Ton utworu byłby nie do zniesienia, gdyby nie ironia — i byłby fałszywy, gdyby ironii było więcej. Jest jej dokładnie tyle, ile trzeba, i pojawia się zawsze w rejestrze potocznym. „Mnie się trafił łagodny” — zdanie o śmierci zbudowane jak zdanie o kwaterunku albo o kupionym koniu. „Cierpliwie znosił hałas mego narzekania” — śmierć w roli cierpliwego słuchacza cudzych żalów, przy czym słowo „hałas” jest tu sądem bohatera o sobie samym, nie o niej. „I czekał pod latarnią, aż minie dwunasta” — śmierć jako woźnica, któremu nikt nie płaci za postój. Wreszcie „przed nami jeszcze kawał drogi”, powiedziane tonem, jakim mówi się do towarzysza podróży, nie do wysłannika.

Żaden z tych zwrotów nie jest żartem. Ironia służy tu obniżeniu tonu, nie rozbrojeniu tematu; im swobodniej bohater mówi do swojego towarzysza, tym wyraźniej widać, jak długo się do niego przyzwyczajał.

VII. Psy

Utwór zamyka się klamrą, której nie sygnalizuje. W wersie drugim pies zaszczekał i umilkł. W przedostatniej strofie psy śpią, gdy obaj mijają opłotki i progi. Pierwsze zdanie czyta się przy pierwszej lekturze jako zwykły szczegół nocnej wsi; po strofie szóstej okazuje się, że pies szczekał na człowieka i zamilkł z powodu tego, kto szedł obok. Świat nie podnosi alarmu wobec tej pary. Cisza wsi, wprowadzona w strofie pierwszej jako tło, zostaje pod koniec wyjaśniona jako zgoda.

VIII. Zakończenie

Ostatnia strofa jest zbudowana na trzech odmowach i jednym słowie. Odmowy: „nie będzie to wyrok ani obca wola”. Słownictwo jest tu wybrane precyzyjnie — „wyrok” i „obca wola” to język sądów i mocarstw, ten sam, którym mówiono do bohatera w strofie trzeciej, przy granicy przekraczanej nocą, bez pożegnania. Jedyne miejsce, w którym prywatny temat wiersza dotyka tematu politycznego, jest zbudowane na zaprzeczeniu: śmierć nie jest wyrokiem obcej władzy. To rozróżnienie, dokonane w wierszu emigranta, waży więcej niż deklaracja.

Słowo zaś jest jedno: „wracamy”. Nie „idziemy”, nie „czas na ciebie”. Ostatnie zdanie utworu przenosi śmierć z porządku odejścia w porządek powrotu, a rym „po kryjomu — do domu” domyka to dźwiękowo. Wiersz, który zaczął się od zgaszonego ognia i psa milknącego w nocy, kończy się słowem „domu” — i jest to jedyne miejsce, w którym dom w ogóle w nim występuje.


Daniił Łaźko

Touapsé, 26 lipca 2026

Daniil Lazko(Łaźko)

Napisane przez

Daniil Lazko(Łaźko)

Jestem autorem, dla którego poezja zaczyna się tam, gdzie milknie proste wyjaśnienie. Interesuje mnie romantyzm, historia Europy Wschodniej, pamięć, honor, wygnanie i ciemniejsza strona ludzkiej godności. Piszę z zamiłowaniem do rytmu, skrótu i wyrazu precyzyjnego, szukając tonu między melancholią a ironią. Bliskie są mi zarówno klasyczne tradycje literackie, jak i ich nowoczesne, żywe odczytania.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.