TOWARZYSZ DROGI
Za wsią ostatni ogień zgasili we młynie,
Pies zaszczekał i umilkł; łąka śpi w pokosie;
Idę drogą piaszczystą, co pod lasem ginie,
A tuż obok ktoś stąpa — lekko, jak po rosie.
Nie oglądam się wcale — znam te ciche kroki:
Szły za mną, gdym nad Niemnem strugał łódź z olszyny,
Milczały nad grobami, wpatrzone w obłoki,
Gdy ksiądz rzucał na wieko ostatnią garść gliny.
Szedł ze mną przez granicę w noc bez pożegnania,
Potem deptał wraz ze mną bruk obcego miasta,
Cierpliwie znosił hałas mego narzekania
I czekał pod latarnią, aż minie dwunasta.
Ludzie straszą nim dzieci po nocach w alkowie;
Mnie się trafił łagodny: nie chrzęści, nie dzwoni,
Nie podpowie mi wiersza, nic mi nie odpowie,
Tylko czasem gałązkę odgarnie od skroni.
Czernieje las przede mną — a mnie się wciąż zdaje,
Że to bór nowogródzki szumi tam znajomo,
Że za nim, jak przed laty, Niemen w mgłach przystaje,
I że matka wciąż czeka w progu nieruchomo.
«Wiem, po coś przyszedł» — myślę; on kroku nie zmienia.
«Lecz się nie śpiesz: przed nami jeszcze kawał drogi».
On tylko się uśmiecha — bez ust i bez cienia —
A psy śpią, gdy mijamy opłotki i progi.
Kiedyś, u skraju lasu, gdzie kończą się pola,
On pierwszy raz przemówi — cicho, po kryjomu,
I nie będzie to wyrok ani obca wola,
Tylko szept: «Chodź, wracamy — dawno czas do domu».
Daniił Łaźko
Touapsé, 2026
SZKIC KRYTYCZNY
I. Miara i budowa
Utwór liczy dwadzieścia osiem wersów rozłożonych na siedem czterowierszy. Miarą jest trzynastozgłoskowiec ze stałą średniówką po sylabie siódmej, z paroksytonicznym zakończeniem obu członów; układ rymowy krzyżowy, rymy wyłącznie żeńskie i dokładne. Jest to miara polskiego wiersza opowiadającego — miara, która nie śpiewa, lecz idzie. Wybór nie jest obojętny wobec tematu: cały wiersz opowiada o chodzeniu, a średniówka po siódmej sylabie dzieli każdy wers na dwa nierówne kroki, z których drugi jest zawsze krótszy. Tekst kuleje regularnie, jak człowiek zmęczony, i robi to przez dwadzieścia osiem wersów bez jednego wyłomu.
Składnia poddaje się tej mierze bez oporu. W siedmiu strofach nie ma ani jednej przerzutni międzystrofowej; zdania kończą się razem z wersami albo z dwuwierszami. Jest to dyscyplina staroświecka i świadoma: wiersz o śmierci, który nigdzie nie traci oddechu.
II. Bohater nienazwany
Słowo „śmierć” nie pada w utworze ani razu. Postać idąca obok wędrowca istnieje wyłącznie przez ruch, przez zaimek i przez to, czego nie robi. W strofie pierwszej jest to „ktoś”, który stąpa; w drugiej — same „ciche kroki”, które szły, milczały, patrzyły; od strofy trzeciej — „on”, bez rzeczownika, do końca wiersza. Nazwanie zostaje odłożone i nigdy nie następuje.
Zabieg ten ma konsekwencję gramatyczną, którą warto odnotować. W strofie drugiej podmiotem czterech orzeczeń są kroki — nie idący, lecz jego ślad dźwiękowy. Metonimia jest tu doprowadzona do granicy: kroki „wpatrzone w obłoki” to figura ryzykowna, ale konsekwentna, bo w całym wierszu towarzysz nie ma ciała. Potwierdza to strofa szósta: uśmiech „bez ust i bez cienia”. Postać, która uśmiecha się bez ust i idzie bez cienia, nie może mieć oczu — ma tylko kroki. Wiersz nie łamie własnej reguły nawet tam, gdzie łatwiej byłoby ją złamać.
III. Rzecz zamiast pojęcia
Utwór unika nazw uczuć niemal całkowicie. Znaczenie niosą przedmioty i gesty: zgaszony ogień we młynie, łąka w pokosie, łódź strugana z olszyny, garść gliny rzucona na wieko trumny, bruk obcego miasta, latarnia i wybijająca dwunasta, gałązka odgarnięta od skroni, opłotki i progi. Jest to lista rzeczy, nie stanów. Czytelnik dowiaduje się, że wędrowiec przeżył dzieciństwo nad rzeką, pogrzeb kogoś bliskiego, przekroczenie granicy i emigrację — i nie dowiaduje się tego z żadnego zdania, które by to oznajmiało.
Najdalej posunięty jest gest ze strofy czwartej. Towarzysz „czasem gałązkę odgarnie od skroni” — jedyna czynność, jaką w całym wierszu wykonuje wobec bohatera, i czynność opiekuńcza. Dwa wersy wcześniej wymieniono to, czego nie robi: nie chrzęści, nie dzwoni. Odmowa rekwizytu jest tu równie ważna jak rekwizyt: wiersz odbiera śmierci kosę i dzwon, zostawia jej odgarniętą gałąź.
IV. Porządek czasów
Siedem strof układa się w wyraźny łuk gramatyczny. Strofa pierwsza jest w czasie teraźniejszym: droga, wieś, kroki obok. Strofy druga i trzecia cofają się w przeszłość — najpierw dzieciństwo nad Niemnem i pogrzeb, potem granica i obce miasto. Strofa czwarta wraca do teraźniejszości, ale teraźniejszości gnomicznej, bezczasowej: tak jest zawsze, ludzie straszą nim dzieci, mnie się trafił łagodny. Strofa piąta jest teraźniejszością złudzenia. Szósta — jedyną sceną dialogową. Siódma stoi w czasie przyszłym.
Rozkład ten nie jest ozdobny. Towarzysz przemawia dopiero w futurum i tylko raz; przez sześć strof jego jedyną własnością jest milczenie. Gdy wreszcie mówi, mówi cztery słowa, z których trzy dotyczą powrotu.
V. Strofa piąta i jej okrucieństwo
Środkowa część wiersza zawiera jego najcichszą i najostrzejszą figurę. Bohaterowi „się zdaje”, że za czerniejącym lasem szumi bór nowogródzki, że Niemen przystaje w mgłach i że matka czeka w progu nieruchomo. Wszystkie trzy obrazy są podane jako złudzenie — czasownik „zdaje się” obejmuje je wszystkie — ale tylko czytelnik, który pamięta strofę drugą, rozumie, jak dalekie jest to złudzenie. Tam bowiem ksiądz rzucał glinę na wieko trumny.
Wiersz nie objaśnia tego związku. Nie mówi, kto leżał w trumnie, i nie każe czytelnikowi się domyślać. Zostawia dwie strofy w odległości dwunastu wersów i milczy. Słowo „nieruchomo”, zamykające strofę piątą, jest jedynym miejscem, gdzie ta wiedza wychodzi na powierzchnię: matka stoi w progu bez ruchu, bo tylko umarli tak stoją.
VI. Ironia i jej miara
Ton utworu byłby nie do zniesienia, gdyby nie ironia — i byłby fałszywy, gdyby ironii było więcej. Jest jej dokładnie tyle, ile trzeba, i pojawia się zawsze w rejestrze potocznym. „Mnie się trafił łagodny” — zdanie o śmierci zbudowane jak zdanie o kwaterunku albo o kupionym koniu. „Cierpliwie znosił hałas mego narzekania” — śmierć w roli cierpliwego słuchacza cudzych żalów, przy czym słowo „hałas” jest tu sądem bohatera o sobie samym, nie o niej. „I czekał pod latarnią, aż minie dwunasta” — śmierć jako woźnica, któremu nikt nie płaci za postój. Wreszcie „przed nami jeszcze kawał drogi”, powiedziane tonem, jakim mówi się do towarzysza podróży, nie do wysłannika.
Żaden z tych zwrotów nie jest żartem. Ironia służy tu obniżeniu tonu, nie rozbrojeniu tematu; im swobodniej bohater mówi do swojego towarzysza, tym wyraźniej widać, jak długo się do niego przyzwyczajał.
VII. Psy
Utwór zamyka się klamrą, której nie sygnalizuje. W wersie drugim pies zaszczekał i umilkł. W przedostatniej strofie psy śpią, gdy obaj mijają opłotki i progi. Pierwsze zdanie czyta się przy pierwszej lekturze jako zwykły szczegół nocnej wsi; po strofie szóstej okazuje się, że pies szczekał na człowieka i zamilkł z powodu tego, kto szedł obok. Świat nie podnosi alarmu wobec tej pary. Cisza wsi, wprowadzona w strofie pierwszej jako tło, zostaje pod koniec wyjaśniona jako zgoda.
VIII. Zakończenie
Ostatnia strofa jest zbudowana na trzech odmowach i jednym słowie. Odmowy: „nie będzie to wyrok ani obca wola”. Słownictwo jest tu wybrane precyzyjnie — „wyrok” i „obca wola” to język sądów i mocarstw, ten sam, którym mówiono do bohatera w strofie trzeciej, przy granicy przekraczanej nocą, bez pożegnania. Jedyne miejsce, w którym prywatny temat wiersza dotyka tematu politycznego, jest zbudowane na zaprzeczeniu: śmierć nie jest wyrokiem obcej władzy. To rozróżnienie, dokonane w wierszu emigranta, waży więcej niż deklaracja.
Słowo zaś jest jedno: „wracamy”. Nie „idziemy”, nie „czas na ciebie”. Ostatnie zdanie utworu przenosi śmierć z porządku odejścia w porządek powrotu, a rym „po kryjomu — do domu” domyka to dźwiękowo. Wiersz, który zaczął się od zgaszonego ognia i psa milknącego w nocy, kończy się słowem „domu” — i jest to jedyne miejsce, w którym dom w ogóle w nim występuje.
Daniił Łaźko
Touapsé, 26 lipca 2026
