Twój głos nigdy nie przenika,
przez warstwy twojej epoki.
Filtrem obojętność co czeka,
nim ustaną ku przyszłości kroki.
Echem nie stanie się głos,
co woła wciąż z oddali czasu,
podążając cicho na wprost,
przeciwnie do żądań hałasu.
Podniesiony głos do rangi,
ważności w temacie trwania.
Przybierze laurów wianki,
a inny w systemie przepada.
W krzyku rozpaczy trwoga,
z niczym w sercu odchodzi.
Czy obchodzi to aby Boga?
Wątpliwość niema się rodzi.
Wołanie jeszcze to ostanie,
z nadzieją na pomoc wskazuje.
Opada w bezsilności bezwładnie,
ratunku pewnego nie obiecuje.
Czy w szepcie jest moc i energia?
A wybawienie w założeniu stałe?
Może myśl wystarczy, aby dobiegła,
by położyć na szali wagi swoje żale?
30.08.2026 r. godz. 17:52
Elizabeth
