Dzień jak każdy inny był niewiadomą
swoistą niespodzianką i tajemnicą
Jednak nie wejść w niego się nie da.
Trzeba stawić się wyzwaniom jego.
Pierwsze przyszły więc wolne myśli,
zaraz potem uroczy śpiew ptaków.
Ach, zapach kawy i smak rogalików
posłusznie tuż za nimi w zgodzie.
Jeszcze leniwe spojrzenie za okno
i ten widok wart każdych pieniędzy.
Rozległe pasmo gór lasami obległe,
z chmurami sięgającymi szczytów.
Już gdzieś duchem biegnę na przełaj,
nieco z oddechem jeszcze walczyłam.
Teraz już lepiej i znów widoki chłonę.
Zachwyt każdego dnia niezmienny.
Tubylcy ostrzegają mnie przed lisem,
a ja chcę ponownie zobaczyć łanię.
Po ulewnym dziś deszczu widziałam
olbrzymie ślimaki zwane winniczkami.
Wdrapałam się na Taras Widokowy
i oczy się moje szczerze uśmiechnęły.
Panorama przepiękna się roztaczała,
od lewa do prawa jak okiem sięgnąć.
Gdy nastał czas już wracać do doliny,
między zieleni drzew lasu i krzewów,
w towarzystwie odgłosów ptasich
i brzęczenia licznych różnych owadów.
W promieniach słońca i z lekkością
zbiegam ostrożnym po stoku krokiem.
Jednak szczęśliwa urokiem widoków,
wracam tam z przyjemnością co roku.
19.07.2026 r. godz. 16:19
Elizabeth
