Ukryte pod liśćmi które
spadły z drzew wczoraj
słowa historii nieznanej
gdzie emocje i uczucia
były skrzętnie schowane
nikt nigdy o niej nie słyszał
czy może nie byli ciekawi
a tu niesamowite wydarzenie
w tajemnicy przedstawione
jesień skąpana w słońcu
liliowe wrzosy już w lesie
o brzasku mgieł biały woal
i poranki niezwykle chłodne
on stracił dla niej głowę
i przez nią wielką kasę
świata poza za nią nie widział
a ona w nim skarbonkę
spotykali się w jesiennych
klimatach parków i ogrodów
podziwiając cud natury
czując sympatię do siebie
spędzali razem wiele czasu
on zobaczył jak była ważna
dla niej jego w banku konto
i to w niej go niepokoiło
Jesień zmieniała swe barwy
słońce już rzadko świeciło
chowając się za szare chmury
jakoś cicho i smutno było
ona zaczynała się do niego
z każdą chwilą przekonywać
zobaczyła w nim wartości
mądrość dobro i czułość
dni stawały się coraz krótsze
chłodne i częściej deszczowe
więc spotykali się w muzeum
kawiarniach i na wystawach
wahał się czy ich relacja
ma sens i jakąś przyszłość
często sam się zamyślał
a i ona go obserwowała
gdy mżawka nie ustawała
parasole ciągle były mokre
a pomysły na spotkania
szybko się już kończyły
oboje podjęli swoje decyzje
on chciał od niej już odejść
ona marzyła z nim o ślubie
nie wiedzieli niczego o sobie
wiatry znów targały gałęziami
drzew które niemal się kładły
ostanie liście powoli spadały
i zrobiło się jakoś szaro-buro
w końcu rozstali się na dobre
każde tęskniło jedno za drugim
rozmyślali o sobie całe dnie
życie ich stało się znów trudne
nastała już długa sroga zima
i wszystko śniegiem przykryła
gdzieniegdzie wisiały sople
i lodowe paprocie na szybach
czas mijał już miesiącami
oboje żyli w samotności
ale los płata ludziom figle
i ich ku sobie znów spotkał
kolejna złota jesień nastała
sypnęła suto żółtymi liśćmi
a słońcu pięknie po deszczu
w kroplach wody błyszczały
całkiem chyba przypadkiem
a może było całkiem inaczej
zobaczyli siebie w teatrze życia
i z radością powitali się miło
jak dawniej długi piękny spacer
znanego alejami dużego parku
rozmawiali wesoło jak kiedyś
ale już nieco jakoś inaczej
spotykali się chętnie jak kiedyś
ale jednak inni niż wcześniej
bardziej może dojrzali i zaradni
patrzyli na siebie jak dawniej
Kolorowa jesienność z nimi była
pełna uroku w słońca blasku
dotykała ich swoją szczodrością
unoszącego się babiego lata
ona była gotowa mu oddać
jego utracone na nią pieniądze
prosząc go o wybaczenie
i zadośćuczynienia przyjęcie
wędrowali razem alejami parku
pod ich stopami mieli mnóstwo
szeleszczących wiatrem niesione
kolorowe jak każdej jesieni liście
on nie chciał słuchać o zwrocie
miał bowiem dużo pieniędzy
przez lata zgromadzone
chciał aby go tylko kochała
gdy mijali ulicami stragany
zatrzymywali się zachwyceni
przy okazałych opasłych dyniach
podziwiając ich niezwykłe kolory
on nadal ją kochał i wybaczył
cieszył się z jej zmiany myślenia
dał jej i sobie zaufanie i szansę
na to aby mogli być już razem
powoli dzień się kończył
dni jesienne coraz krótsze
słońce zaszło za horyzont
latarnie się już zaświeciły
ślub ich był piękny i huczny
mimo że nie młodzi już byli
tworzyli jednak zgodną parę
w szczerości i miłości do końca
zawsze każda kolejna jesień była
dla nich tą szczególną porą roku
będą je z czułością wspominać
i z wdzięcznością na nie czekać
18.10.2026 r. godz. 15:46
Elizabeth
