Bywa, że nic nie przypiął i nic też nie przyłatał
z niczego tak przecież, ani wziąć, ani też dać
naiwność z jakąś beznadzieją ktoś pobratał
i ktoś zwykł tylko dawać, a inny tylko brać?
Nie nalał z pustego, ani też nie napełnił, aby było
niczego nie zgromadził, aby czerpać, gdy brak
skąd źródło obfitości, aby wszelkiego dobra było?
czyż nie nie pokoi się o nie beztroski i wolny ptak?
Co posieje tu i teraz, to zbiera na życia niwie
jak dogląda w trudzie swego dostatku zbioru
dzień za dniem przemija … burzliwie i leniwie
dobiega wszelkiego kresu, więc i cichego wieczoru.
W zamkniętym naczyniu prochy ostatniego słowa
spoczynek wszelkim myślom, obrazom i dźwiękom
nim zacznie się - choć inaczej - wszystko od nowa
za to co było, mogło być i jest, stań się podzięką
W szorstkiego oczu spojrzenia miara tego, czego nie ma
nieprzypięte, ani też nie przyłatane pustką brakiem stoi
nad głowami niedbale rozdarte na wiele części nieba
a przecież wszelki głód i niedostatek na zawsze ukoi
Czasem niepokojem targane wiatru wątpliwości
spoczywa strudzony ten, co zasiewa brak nadziei
w oddaleniu nie widać jak daleko się jest od miłości
jak pośpiesznie tym, co w rozumie serca ją widzieli
Bez trwogi można przypiąć i przyłatać ze swego
gdy deficycie już napełniwszy się miłością do syta
ze źródła tajemniczego we wszelkie dobro obfitego
czym ono jest i gdzie ukryte, ktoś czasem zapyta?
3.06.2019 r. godz. 10:20
Elizabeth
