W szarości odchodzącego dnia
ku nocnej porze doba się skłania
chmurami czas zasłania niebo
cisza szelestem odbija się od drzew
już księżyca zarys naznacza noc
ucichły wszelkie oznaki życia
ptaki przestały swe pieśni śpiewać
i brzęczeć owadzie wszelkie istnienie
we światłe zadumanych ulic latarni
nie słychać już skarg ani pretensji
łagodność wieczoru przemawia
w milczeniu pytań nie zadaje więcej
oświetlone gałęzie drzew w półmroku
skrywają myśli nie jedną tajemnicę
wtem padł jak długi blask księżyca
przecinając na pół zmyślnie ulicę
oddzielił światy głupoty od mądrości
które przepaścią się teraz stały
wpada w nie wszystko to co: nie szare
zwykłe, nudne, banalne i przewidywalne
dniem wszystko przywraca swoje barwy
znów znaczenie, wartość i wyjątkowość
nie ma już miejsca na życia szarość
teraz tęczą malowane zaskakują nie raz
19.06.2026 r. godz. 15:36
Elizabeth
