Bywały dni, w które cały czas się uśmiechałam,
Dopóki swojej baterii życia nie zajechałam.
Jakoś nagle wszystko wydało się szare i ponure,
Jak te burzowe chmury, które są czarne i bure.
Bywały dni, w które płacz wstrzymywałam,
Bo czemu słabość pokazać miałam?
Każdy tylko pyta fałszywie,
Bo czemu miałoby to obchodzić prawdziwie?
Bywały dni, w które denerwowana byłam łatwo,
Najłatwiej byłoby udawać martwą.
Złość nie bierze się znikąd, jak każdy sądzi,
To bezsilność i smutek, który od dawna błądzi.
Bywały dni, w które śmiać się nie przestawałam,
Głupawka tak wielka, że aż bóle miałam.
A to wszystko, by wieczorem czuć pustkę,
Znowu wycieram łzy w poduszkę, w bluzkę.
