Wytoczyłam dzisiaj niezwykle urodziwą
jesiennie pomarańczową i sporą
na mój kuchenny stół opasłą dynię
- masz na nią jakiś pomysł – zapytałam
- na dzień ją - nadziej ją - jest beznadziejna
– usłyszałam po chwili zdziwiona
to tak jak byłaby pusta w środku
i nie miała zupełnie nic w sobie
a gdzie jej pestki i miąższ no cóż
ktoś tutaj się z pewnością nie zna
- dobrze – powiedziałam bardziej
do siebie niż do doradcy kulinarnego
teraz cztery słoiki z zawekowaną
pyszną panią zupą krem dyniową
pachnącą koniecznie cynamonem
imbirem może nawet i kardamonem
stoją dumnie i grzecznie obok siebie
czekają na doradcę kulinarnego
wydrążone wnętrze dyni także już czeka
na nadzianie jej durną głową jego
aby już odtąd beznadzieja nie miała
niczego już głupiego do powiedzenia
czego nie chce mi się już słuchać
pestki dyniowe suszą się powoli
w piekarniku gdzie nabywam rumieńców
niektóre sobie śmiesznie w nim
od czasu do czasu podskakują
wyjrzałam przez uchylone okno
wiedziona jakimś przeczuciem
a tu liście jak by się umówiły
majestatycznie z drzew kolejno spadają
kolorowe jak duże płatki śniegu
a tu przecież nie jest jeszcze nawet listopad
hmm październik już dopiero raczej
blade słońce już całkiem nisko
latem byłby to jeszcze w pełni dzień
zapaliłam świeczkę zapachową
jaśminowy mały płomień rozświetlił
jakiś bolesny fragment mojego życia
teraz ciekawa jestem kiedy zgaśnie
i wszystko pogrąży się w mroku nocy
wiecznego nigdy tutaj na ziemi niebytu
dobrze że są jeszcze sycące owoce
to one jedyne trzymają mnie przy życiu
w tej beznadziejnej rzeczywistości
która dąży i chce koniecznie dostać
swojego małego końca świata
jaka w tym korzyść i przyjemność
nikt tego nie wie ale w to wchodzi
piękna była ta dynia i teraz mi jej szkoda
mogła być ozdobą mojego skrawka pokoju
w którym prowadzone są wieczne wojny
krwawe bitwy i starcia zupełnie o nic
no cóż c'est la vie i to tylko tyle
5.10.2026 r. godz. 16:44
Elizabeth
