Mówią, że Abecadło podobno nie spadło wcale z pieca.
Chociaż Abecadło jednak z pieca spadło. A to ci dopiero heca!
Rozleciało się i nie ma go już wcale? (Znak zapytania pierwszy)
Czy nie będzie w takim razie już żadnych wzniosłych wierszy?
Opowiadań i każdej innej pisaniny? – (zaciekawiony zapyta)
Może to i dobrze. Nikt tego i tak przecież wcale nie czyta.
Po co komu te wszystkie, jakże nudne przecież wypociny?
Te sensacyjne informacje i różne w gazetach nowiny.
Komu dramaty, poezje, słowa pieśni, powieści i romanse?
Zawarte w czyjeś tragedii, komedii, a w nich jakieś niuanse.
Po co komu wzniosłe słowa, patetyczne odezwy, przemówienia,
Petycje, słowa podziękowania i dla kogoś jakieś pozdrowienia.
Przecież słowa czasem nic nie znaczą, te pisane i wypowiedziane.
Czy zatem Abecadło nie jest już dla nas, jak niegdyś mile widziane?
Kto cieszy się z jego nieszczęścia? Kto mi na to pytanie odpowie?
A mnie taka o to wspaniała (mam nadzieję) myśl chodzi po głowie.
Posklejać, połatać, pozbijać gwoździami i jak tylko się da złożyć.
Wszelkich starań, aby znów było jak nowe, trzeba by dołożyć.
I pisać to wszystko, co w naszych myślach pięknego się rodzi.
Co do naszego serca wielkiego i wzniosłego każdego dnia wchodzi.
By abecadło znów miało swoje dostojne znaczenie i zagoiło swoją ranę.
Aby nikt nie rzucał go, jak słowa na wiatr lub grochem o ścianę.
By poczciwe Abecadło już nigdy więcej z pieca nikomu nie spadło.
18.04.2009 r.
Elizabeth
