Stoisz.
I nagle wszystko wokół cichnie,
jakby świat na moment wstrzymał oddech,
żeby zobaczyć, co zrobisz dalej.
Za Tobą droga- nie zawsze prosta, nie zawsze łagodna,
pełna zakrętów, które zna tylko Twoje serce.
Każdy krok zostawił ślad,
czasem bolesny, czasem niezrozumiały,
ale Twój.
Stoisz i pytasz, czy to, co było, miało sens,
czy było tylko próbą sił,
albo przygotowaniem na coś większego,
czego jeszcze nie umiesz nazwać.
A przed Tobą cisza.
Niepewność, która nie daje odpowiedzi,
tylko kolejne pytania.
I przez chwilę boisz się,
że może nie dasz rady,
że znów będzie „za ciężko”,
że zatrzymasz się tam, gdzie nie trzeba było się zatrzymywać.
Ale życie nie czeka na gotowość.
Nie pyta o pewność.
Nie daje mapy.
I powoli dociera do Ciebie coś prostego,
że stanie nie zatrzyma bólu,
ale zatrzyma Ciebie.
Więc ruszasz.
Cicho.
Nieidealnie.
Z drżącym sercem, które nie umie jeszcze zdecydować,
czy bardziej się boi, czy bardziej wierzy.
I idziesz dalej,
niosąc w sobie i strach, i nadzieję,
jak dwa światła tej samej drogi.
Bo może nie chodzi o to, żeby wiedzieć dokąd.
Może chodzi tylko o to,
żeby nie przestać iść.
