Krzew wyrastał z mojego serca.
Wpierw kłuł je niczym igła,
raniąc.
Ale gdy już się przekuł
i wykiełkował na zewnątrz,
nie bolało mnie nic.
Rósł tak latami,
wypuszczając nowe liście.
Jedne z miłości,
inne z przyjaźni,
jeszcze inne
z bólu i tęsknoty.
Okrywał mnie tym wszystkim.
I choć
to ziarenko wewnątrz,
pełne miłości,
zraniło mnie potwornie,
choć martwa uczuciem
jestem do niego,
to pozostała
piękna winorośl wspomnień.
Miłość —
potrafi ranić,
jednak daje wspomnienia
na lata.
Czasem pulsuje ciągle,
a czasem zostaje
otulającym,
bliskim wspomnieniem.
