Spałam,
a myśli jego układały się na mnie
jak puchowy koc,
otulając najczulej moje ciało.
Tuliłam się do jego duszy,
bliskiej memu sercu,
mimo że ciało
w oddalonym łóżku spało.
Czułam bicie jego serca
i każdą szpilkę w powietrzu,
wycelowaną, by go ukłuć.
Każdego wieczora tak się układałam,
by ogrzać jego spokojne,
lecz zmęczone ciało.
Pośpiech życia wybrzmiewał w jego żyłach,
a ciało napinało się pod każdym słowem.
Tylko dzień tworzył barierę między nami
i przybliżał nas jedynie plecami,
oddalając czułość.
Noc za to...
Noc była ucieczką.
Choć obcy sobie
i niecałujący swych odbić,
to jednak potrafiliśmy
od zawsze usypiać ze sobą.
Tworząc tę czarodziejską krainę nocy,
w której gwiazdy szeptały ciszą,
biciem serca
i poświatą tak anielską
i delikatną jak piórka lecące z nieba,
dotykające naszych ciał splecionych.
