Uzależniam swoje samopoczucie od mężczyzny. Wychodząc z jednego dołka, oddychając lekko, Bez zastanowienia skacze w drugi dołek. Czemu? Nie wiem. Znów pokochałam. Znów oddałam wszystko, weszłam w jego ciemność z nadzieją ze jak złapę go za rękę to pójdzie ze mną, ale on ciągnie mnie dalej. On zaczął wracać, a mnie ta ciemność nie chce wypuścić, i idę w nią dalej. Sny mówią mi ze mam zrobić to. Mam zrobić to czego nie chce. Czego się trzymam zdała. Ciało mówi mi ze mam to zrobić. Mam to zrobić. Niewidzialny sznur codziennie wieczorem zaciska mi się na gardle, przypominając ze chce to zrobić. Sny nawiedzają i pokazują tego obrazy. Historia kołem się zatacza. Niestety, jak na ironię znowu jestem sama. Jak na ironię on chce odejść. Czuje to. Wiem to, widzę to. Znika. Zostawia mnie w tej ciemności, nie pytając czy dam radę. A przecież poświęciłam się i weszłam tam dla niego. Jak na ironię, mówiłam mu że za dużo miłości daje. Ze związek jest jak kwiatek, woda jak miłość. Nie można przesadzić z woda. Zgnije. Niestety. Zgniła. Wiec zanurzam się w tej ciemności, ze świadomością że chce się w niej utopić. Ewentualnie Uzależniam swoje samopoczucie od mężczyzn jakby byli tlenem, a ja od lat oddychała tylko pożyczonym powietrzem. Wychodzę z jednego dołka jeszcze brudna od dna, jeszcze z błotem pod paznokciami, i bez chwili zawahania skaczę w następny. Może mylę miłość z ratowaniem. Znów pokochałam. Tak bardzo, że weszłam za nim w ciemność bez pytania, czy umiem wracać. Myślałam, że jeśli złapię go za rękę, to pójdziemy razem ku światłu. Ale on zaczął wracać, a mnie ciemność polubiła bardziej. Teraz idę sama. Coraz głębiej. Wieczorami moje ciało zachowuje się tak, jakby pamiętało coś, czego ja nie chcę pamiętać. Sny przychodzą regularnie. Siadają na brzegu łóżka, mówią najgorsze rzeczy głosem, który brzmi jak mój własny. A ja rano udaję, że noc znowu mnie nie przekonała. Historia kołem się zatacza. To chyba najokrutniejsza część - świadomość, że już zna się zakończenie. On znika powoli. Najciszej znikają ci, którzy kiedyś mówili „jestem”. I boli mnie to bardziej, bo weszłam tam dla niego. Do tej ciemności. Oddałam siebie jak latarkę komuś, kto nawet nie planował zostać do końca nocy. Mówiłam mu kiedyś, że miłość jest jak podlewanie kwiatów. Za mało - uschnie. Za dużo - zgnije. Nasza zgniła od nadmiaru. Więc zanurzam się dalej, coraz ciszej, coraz mniej walcząc o brzeg. I chyba najbardziej przeraża mnie nie to, że ta ciemność mnie wciąga, tylko to, że zaczynam czuć się w niej jak w domu.

Wiersze i opowiadania — portal literacki
Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony
Napisane przez
N. ?
Nie nazywam siebie poetą - jestem tylko osobą, która próbuje zamknąć emocje w słowach. Dopiero uczę się pisać, popełniam błędy i szukam własnego głosu, ale wkładam w każdy tekst całe serce. Moje wiersze są małymi fragmentami mnie - tego, co czuję, czego się boję i czego nie umiem powiedzieć inaczej.
Oceń utwór
Brak ocen, bądź pierwszy!
Komentarze
, aby skomentować
Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.