Jesienna melancholia ją otuliła
i jakby lekkim sennym uczuciem
zatopiła się więc w mięciutkich
poduchach i ciepłym pledziku
przyjemne ciepło i delikatność
sprawiła że w marzenia senne
łagodnie odleciała gdzieś daleko
zapominając o tego dnia chłodzie
tam w tej innej rzeczywistości
dzieją się mega rzeczy i sprawy
absolutnie niepojęte i dziwne
jak je ogarnąć dobrze jest sztuką
o to jak na cyrkowej arenie ludzie
jak gdyby nic chodzą po linach
nie dotykają wcale stopami ziemi
i poruszają się wszyscy podobnie
ich piękne domy są zawieszone
jakoś w przestrzeni bardzo wysoko
rosną tam nawet kwiaty i drzewa
trawa zielona i płynie także rzeka
czas jakoś im wolno przebiega
nikt się tam w ogóle nie śpieszy
mają czasu tyle ile im potrzeba
lub jakby wcale się tam nie liczył
pomyślała nagle że się na linie
za nic nie utrzyma i w dół spadnie
ktoś podał jej rękę i poszli razem
okazało się że to doskonale umie
cały dzień chodziła po linach
mijała innych ale co dziwne
liny się tworzyły i każdy ją miał
swoją własną zawsze przed sobą
poznała tam wiele miłych osób
widziała inne niż jej znane rzeczy
i sprawy tam się znacznie różniły
ich nawet prawo kultura i sztuka
powoli już wieczór nastawał
a ona nie miała swojego domu
cóż więc postanowiła po linie
jakość więc zejść już na ziemię
spuszczała się uwagą i lekkością
coraz niżej i niżej by już w końcu
znaleźć się na stałym gruncie
i w tym momencie się obudziła
rozejrzała się znów wokoło siebie
uśmiechnęła się miło na widok
swojego małego pokoiku w domu
i mimo melancholii była szczęśliwa
6.10.2026 r. godz. 16:00
Elizabeth
