Nadzieja
Z nudy i marazmu zrodziłam panikę,
bo wiedziałam, czego łakniesz —
już wtedy, gdy nasze drogi
skrzyżowały się po raz pierwszy.
Pamiętasz?
Na tamtej produkcyjnej taśmie.
I tego chłopca, którego poznałaś na dworcu,
gdy prawił ci baśnie.
Nie miałaś jeszcze wtedy
dobrego wzorcu.
To ja popchnęłam cię w jego ramiona.
A on stał się dla ciebie jak soma.
A później,
gdy czułaś się potwornie zniszczona,
miewałam różne imiona.
Byłam z tobą,
gdy pracowałaś w ciemną noc,
na czarno.
Gdy piłaś wszystko,
co w ręce ci wpadło.
Gdy sztuka oczyszczała cię
jak palo santo.
I wtedy,
gdy mówiłaś do mnie: „Matko”.
Widziałam twój ból.
Aż nadto.
Dziś już mnie tu z tobą nie ma.
To koniec naszej podróży,
drodzy państwo.
To byłoby na tyle.
Bo dziś pomarły
najpiękniejsze motyle.
