nie chciałem schodzić
wepchnięto mnie w noc
z obietnicą że będę światłem
a dano mi tylko cień
patrzyłem na nich z dachów
i nic
potem usłyszałem jej śmiech na klatce
niosła zakupy za ciężkie dla niej
nie prosiła o pomoc
wzięła moją dłoń jak swoją
zapytała czy umiem obrać ziemniaki
wtedy zrozumiałem że nie umiem nic
prócz tęsknić
i że tęsknię za nią odkąd mnie stworzono
od tamtej pory stoję pod jej oknem
udaję że paliłem i zgasło mi światło
ona otwiera i mówi wejdź głupku
ja wchodzę i wszystko staje się proste
herbata stygnie a czas nie goni
jej kot śpi na mojej aureoli
jak mam zbawić ludzkość
gdy nie umiem zbawić siebie bez niej
jak mam głosić wieczność
gdy chcę tylko jednego wieczoru który nie mija
jak mam być drogą
gdy znalazłem dom
wybacz mi niebo że wybrałem podłogę
wybacz że wolę jej oddech niż chór aniołów
zostałem na ziemi
i pierwszy raz nie czuję się zesłany
