Usiadłam.
W cichym pokoju.
Pełna zadumy, z oddechem głębokim,
prawie z piersi wyrywającym.
Patrzyłam na meble
i opiłki kurzu unoszące się z dworu.
Patrzyłam na kolor ścian
i na ten stan ciszy.
Wszystko jak karta pokera,
wygrana przed laty.
Tylko wtedy radość
nosiła dziwaczny szum.
Dziś to chyba w całości
jest cichy serca full.
Bo co więcej jest potrzebne,
gdy kręgosłup dorasta?
Chwila ciszy.
Zadumy.
Nie poklask tętniącego miasta.
