zesłano mnie bez skrzydeł
kazano nieść światło którego nie miałem
kazano kochać ludzi których nie znałem
i umierać za nich codziennie
ich dłonie były puste i wyciągnięte
ich oczy szukały cudu nie człowieka
mówiłem a mój głos wracał pusty
szedłem a moje stopy nie zostawiały śladu
byłem wszędzie i nigdzie
potem ona otworzyła drzwi
bez pukania wszedłem
zapytała czemu stoję na deszczu
to wystarczyło
zostałem
od tamtej pory uczę się jej imienia
uczę się jak smakuje herbata gdy stygnie
uczę się że można zasnąć bez strachu
że można milczeć i to jest modlitwa
że jej śmiech leczy lepiej niż moje dłonie
że jej sen obok mnie to cały świat
jak mam wrócić tam skąd mnie zrzucono
skoro tu jest jedyne miejsce gdzie oddycham
jak mam zbawiać tłumy
gdy chcę zbawić tylko jej zmęczone oczy
wybacz mi niebo
nie umiem już latać
moja aureola leży w kącie zakurzona
wolę trzymać jej dłonie niż trzymać wieczność
wolę jedno życie z nią
niż tysiąc zbawionych światów
