Z chęci Afrodyty wyciosana z kości
słonia – piękny posąg Galatei na żądanie Pigmaliona,
samowładny król Cypryjski – zawiedziony z cór Projtydy
wydumany stworzył, posąg i zapłonął zapalczywy! –
uczuciem miłosnym, by wypełnić przeznaczenie
hojne składał dary i obdarzał swym
zachwytem pijąc niby z czary
Gdy na stosie jej piękności składał,
wzniosłe rymy, by z poczucia nie spełnienia
ucieleśnić zrywy
Tako dzieło syn Atrydów wiernym darzył
zaufaniem, że gdy wspomniał dzieło własne
to jak posąg drętwy stanie
Jak zrównuje się w boleści kiedy głazu
chłodny kawał na pytania zwykle błahe
nic nie opowiadał!
Tak od żaru już gorący i być trochę też
od trunku, znosił wota po jaskiniach
szukał wprost tam ratunku – bez pamięci i
rynsztunku,
Tam głoszono już od wieków, że zrodzona
u wybrzeży – z morskiej piany – narodziło się
piękności cud już ukształtowany – (Afrodyta)
Czyż to winą były chęci, czy też niecne plany,
by Pigmalion sięgnął treści i tam zniknął
bałwan z piany, został w końcu wysłuchany
W Galateję wszedł duch żywy, nieco chłodny
lecz możliwy!
I tak w pierwszym uniesieniu, fazie szczęścia
trosk milczeniu, zrodził owoc przeznaczeniu
któremu imię Pafos dano i z miłością oń
troskało
Jeden defekt tylko wadzi kiedy rozum już
nieradzi, gdy jutrzenki błyśnie zorze do
posągu postać wraca
Najwyraźniej tuż po zmierzchu czarem
zawiniony – duch przezorny wraca
co ożywiał ten głaz żywy, by nie skłamać –
był jak żywy! tchnięty spazmem boskim –
bezstronny i beztroski.
