W czarnonocy cisza przecinała szelest oddechu,
bez poruszenia ciała, myśl uniosła się w górę.
Nieporadny wzrok nie miał jak, za nią podążyć.
Opadł bezwiednie, więc tylko ucho nasłuchiwało.
Uwolniona myśl pomknęła w wieloświaty.
Trącała inne w chaosie swobodnie lewitujące.
Zderzały się, czasem łączyły i leciały razem,
nie mając jak dokąd totalnie żadnego pojęcia.
Potem jakby nagłe przyśpieszenia szarpniecie,
błyski, blaski i refleksy migały w wirze ruchu,
spiralnie przemieszczając się gdzieś daleko,
poza ciemną świadomość ludzkiego pojęcia.
Nikt i nic nie znało jawnego konkretnego celu.
Wszystko wydawało się być tylko tajemnicą,
gdyby nie mijające z prędkością przestrzenie,
jak się wydaje i bywa, że może nawet i donikąd.
Z tęsknotą we wspomnieniach ciche obrazy,
malowane ciekawością skutków i konsekwencji,
a oddalone jednak o neony lat świetlnych,
pewnie nie powrócą już nigdy takie same.
Obce dla zasady więc i nieoswojone zarazem,
otarte o niezliczone miejsca w kosmosie myśli,
nawet gdyby chciały powrócić nie ma miejsca,
coś zamknęło się w pojmowaniu tej możliwości.
25.07.2026 r. godz. 12:36
Elizabeth
