Żadna noc jest niepodobna
żadna przyjaźń niezawodna
Każda chwila jak dzień ckliwy
obnażyły czas zgryźliwy
z mgnieniem oka każdy wątek
pędzi w kręgu pustych świątek
w lojalności wspólnych celów
chwyta dzień wierności wielu
opatrzone szczodrze plany,
wieczne szable, zrywa ze ściany
chodź by były wprzódy baty
i to zewsząd świat rogaty
chodź by piekłem twym wzgardziły
to nieludzkie stręczą siły i na powrót
dla rozkwitu runął murek wewnątrz bytu
Gdzie rodziłaś zła godzino ślepy pozór
nietrwałości, jesteś a więc musisz zginąć
znikniesz, a więc trwaj bez złości w całym
kształcie łask niewieścich, minął termin
twojej zwady, gdy bez żalu znikły troski
żaden stan się nie odrodzi, żadna zwłoka
nie wymówi, nim historie kołowrotu
nie zatoczą skarg wysoko ukorzone głąb
pragnienie, poszukuję teraz zgody, chodź
od siebie się różnimy tam spoglądać
w świat wysoko, na pohybel szerszej
braci na ugorze ludzkich względów tam,
gdzie kiedyś sznur popędów wyciszenia
zew złośliwy próżno szukać klucz
do zamku w którym dawno nie ma wianku
