Cień jak jaskrawe słońce
przypiął mi się do skrzydeł.
Rani me pióra mroczne,
spalając kawałek po kawałku.
Z bólu mojego spojrzenia
tworzy się otchłań w sercu.
Czarna dziura miarowo się tworzy,
chłonąc mnie jak gąbka.
Tylko litość Anioła,
co siedzi na chmurze w oddali,
trzyma mnie przy życiu,
jak na sznurze trzyma.
Chcę jęknąć, ile sił mam.
Zakneblowane usta.
Wszystko jest niczym
w jego spojrzeniu.
Popiołem są moje skrzydła,
udręką — serce puste.
Twarz szarego dymu ginie
w jego otchłani.
Nic nie widzę więcej
prócz serca czarnych skrzydeł.
Te okrywają popiół,
zakrywają mi oczy.
Ciało nabiera zimna,
a miłość z niego uchodzi.
