Czuję, że znikam jak świeca bez światła,
W środku we mnie jest pustka, a z zewnątrz jest maska.
Codziennie gram rolę, w teatrze ze sobą,
Czuję, że powoli tonę, nie widząc już zorą.
Mam ludzi dookoła, a czuję się sama,
Jak duch we własnym ciele – bez miejsca, bez prawa.
Nie proszę o litość i nie chcę współczucia,
Chcę tylko kogoś, kto spróbuje mnie wysłuchać.
Myśli jak burze rozrywają mi głowę,
Serce mi wciąż bije, a ja tracę już mowę.
Gaszone marzenia i zmęczone spojrzenia,
Depresja to głos, który gasi sumienia.
Nie chcę już tabletek, nie szukam już snu,
Chcę tylko nad ranem nie czuć już bólu.
Piszę te wersy, bo słowa mnie trzymają,
Choć życie się sypie – to rymy dużo dają.
Tę jedną minutę, gdy czuję się żywa,
Choć tonę powoli - to krzyczę bezsilna.
Upadam na ziemię, lecz wstaję wciąż sama,
Bo wiem, że w tym piekle ocali mnie wiara.
Moje życie mnie gniecie i serce mi pęka,
Podnoszę się z popiołów, choć droga jest ciężka.
Patrzę na życie – to ring bez wybawień,
Każdy dzień to walka, a noc pełna zdarzeń.
Choć czasem upadam, nie proszę o rady,
Bo z bólu się rodzi siła do wiary.
