Kiedy usiadłem, odnalazłem jedną z dróg —
tę, do której tak długo brnąłem.
Tę do Ciebie.
Nigdy nie dałaś mi potwierdzenia.
Nigdy też nie zaprzeczyłaś, gdy mówiłem o miłości językami ciała.
Teraz, kiedy rozum przeanalizował wszystkie wybory,
wybrał czerń.
Tę małą, jaskrawą myśl stojącą za drzwiami komnaty tajemnic.
Tę drogę, która ciągnęła mnie jak myśl.
Wszystko na tak.
Lub
wszystko na nie.
A Ty zostawiłaś chyba...
Chyba Ciebie chcę.
Odchodząc z moich dróg,
nie patrząc na wybory,
nie patrząc na to, co przystoi.
Nadzieję związałaś z tęsknotą
i wręczyłaś mi ją jak prezent.
