Zegar wskazywał już północ.
Oddech rodził fantazję,
myśli przewijały się
po ekranie niemożliwego.
Usłyszałam pukanie
do serca mego,
do namiętnej klepsydry,
gdzieś w sercu zamkniętej.
Ktoś chciał rozbudzić
zmarznięte serce.
Pukał głośno
przez namiętne wrota,
aż sama ciekawość
zajrzała ukradkiem,
trzymając karteczkę
z hasłem do bramy.
Otworzył powoli,
zajrzał na czerwono-czarne ściany.
Szukał czegoś wzrokiem,
aż wyciągnął rękę,
chwycił za klepsydrę,
wpisując słowo klucz.
Oddech zmienił się w namiętność,
krople potu rozkwitły na ciele.
Ukradkiem spoglądałam na niego,
zamykając oczy pod dotykiem dłoni,
płynąc już cała
w fantazji wieczoru.
