Pamiętam chłód i zapach cichego wtedy wieczoru.
Chciałam ufnie wpuścić do domu nieco spokoju,
aby przed całym światem moje sekrety schować
i może wspomnienia, na które nie ma już miejsca.
Tam zagubiony obraz, co czasem w mroku się chowa,
aby moja historia ponownie nie wybuchła od nowa.
Zgarnęłam z kątów kilka szarych okruchów strachu,
abym mogła wreszcie, je w dobre sny pozamieniać.
Wtedy głęboko schowane były pod warstwą kurzu.
Lecz w szczelinie milczenia odeszły dawne radości,
a w pęknięciach murów splotły się w pieśń jedności.
Choć wciąż pamiętam dawną niejedną nadzieję,
a kiedyś śmiałam się z mroku ludzkiej niepamięci.
Gdy ożywała czasem głosami wielu wspomnień,
i trwały wiernie w oknach między szybami w ukryciu.
Zapomniane czekają by znowu zaprosić je ku życiu,
lecz ja wpuszczałam do domu tylko miłość i spokój.
A teraz pilnuję sama prawdy w wieczornym mroku.
Świat spowijała czerni cieniem, ciemną nocną kurtyny.
Pamiętam to złote słońce lipcowych parków i ogrodów.
Czasem łapiąc chciwie poranki na gorącym uczynku,
by następnego dnia tracić słodki zapach i żywe kolory,
a tak chciałam stać się czułą i ich świadkiem niemym.
Czy jestem bardzo smutna, że stoję tu sama w cieniu,
gdy zostawiam znowu duszę wśród tak zdarzeń wielu?
Na zakurzonej półce wciąż stoją w słoiku moje marzenia.
Znów weszłam w ciszę pachnącą lipcową przestrzenią
i zdumiałam się, gdy przedmioty nagle delikatnie zadrżały.
Z radością ponownie splotły się w jedną pieśń losu.
Drzwi dawno zamknięte z ukrytą cichą prawdą w mroku,
a moje w nim na nowo istnienie właśnie cicho się budzi.
W tej chwili widzę ostro JASNE, ale to nieme wspomnienie.
24.07.2026 r. godz. 19:02
Elizabeth
