Otulona szalem,
jak chwilą słodką,
przedzieram się przez krople deszczu,
licząc liście
jesienną słotą.
Patrzę na ich kolory,
martwych uczuć kształty.
I nachodzi mnie myśl
o mnie —
jak ja wyglądam,
gdy ktoś patrzy z kosmosu?
Czy też jak liść uczuć,
kropka niemożliwego,
czy raczej jak szkielet,
co dąży do tego…
