Kraty
olbrzymie,
czarne i grube,
otulone chłodem.
Ciemna jaskinia śmierci,
w której tylko ona gościła.
Hieroglify
wyrysowane czarną pastą
wokół.
Jestem gościem,
który przybył nie ze swojej woli.
Zimno mojego serca
doprowadziło mnie do niej.
A ona,
na swoim drewnianym fotelu,
z kartką papieru,
wróży życia kresy.
Tutaj wszyscy,
jak na czarnej linii,
przed nią pokłon dają.
Sanktuarium dusz i ciał,
którymi włada.
Strąca je w otchłań
lub w ciała obsadza.
Mnie postawiła z boku,
jako posąg patrzący
jeszcze z ciałem i duszą,
by mnie przestraszyć,
lecz do grobu nie zabrać.
