Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

Lis, Paw i Wróbel

114303568809914163067

Daniil Lazko(Łaźko)
Daniil Lazko(Łaźko)
3 lipca 2026·6 min czytania·1 Odwiedziny

Lis, Paw i Wróbel

Bajka

Daniił Łaźko

Touapsé

3 lipca 2026



Lis, Paw i Wróbel


Przy dworze, gdzie lipowy cień padał na trawę,

Paw odprawiał co rano wielką swą wystawę:

Roztaczał wachlarz pyszny z szafirów i złota,

Bo to od świtu była pierwsza mu robota.

Chodził wolno, ogonem zamiatając ziemię,

Pewny, że hołd mu niesie wszelkich ptaków plemię;

A gdy słońce poranne w piórach mu zagrało,

Mniemał, że to dla niego z łoża swego wstało.

Wróbel tylko na płocie jadł swoje śniadanie,

I ani się obejrzał na całe to granie.


Lis, co czatował z dawna na kurze zagrody,

Poznał zaraz, że z pawiej skorzysta urody.

Podszedł tedy z ukłonem, jak dworak wytrawny,

Co wie, kiedy być cichym, a kiedy zabawnym;

Stanął, westchnął głęboko, przymrużył ślepięta

I rzekł: „Takiego cudu wiek mój nie pamięta!

Widziałem ja niemało: królewskie ogrody,

I zorze wieczorowe, i tęcz korowody;

Lecz cóż tęcza? Zabłyśnie i ginie w godzinie,

A blask pański nie gaśnie i nigdy nie minie.

Orzeł, mówią, król ptaków; lecz jakież ma prawo?

Dziób i szpony — i berło zdobyte tak krwawo!

Gdyby ptaki, jak trzeba, ceniły przymioty,

Tobie by dały berło za sam ogon złoty.

Ale świat niewdzięcznikiem: gęś gęga po błocie,

Kura grzebie w śmieciskach — cóż wiedzą o złocie?

Do klejnotów jubiler, do obrazów oko:

Gdzież gęś sięgnie, co dzioba nie nosi wysoko?”


Paw słuchał zachwycony, mieniąc się od chwały,

I pióra mu na szyi z rozkoszy zadrżały.

„Widzę — rzecze — żeś bywał, żeś Lis oświecony:

Pierwszy tu głos słyszałem prawdziwie uczony.

Wystaw sobie: te gęsi, co brodzą w kałuży,

Śmią mówić, że mój ogon do niczego służy!

Kogut pieje o pracy, kura o swym jaju —

Żyjże tu, mości Lisie, pośród ich rodzaju!”


„Otóż to! — Lis podchwycił. — Więc rzecz oczywista:

Z samotności twej, panie, prostactwo korzysta.

Trzeba pięknu heroldów, co je światu głoszą;

Króle świty swej mają, choć o nią nie proszą.

Pozwól tedy, bym odtąd chadzał przy twym boku

I chwałę twą obnosił przy każdym twym kroku.

Będę wołał, gdzie staniesz: oto cud natury!

Chodźmy — dajmy na to — tam, kędy gdaczą kury:

Niech i one zobaczą, niech się gmin przekona,

Jaka jest moc prawdziwa pióra i ogona.”


Pawiowi się zdał projekt i piękny, i nowy:

I już ruszał ku kurom na pochwalne łowy.


Wróbel, co wciąż na płocie siedział niedaleczko

I słuchał jednym uchem, łuszcząc ziareneczko,

Otrząsnął szare piórka i rzekł ni to sobie,

Ni to parze, co w drogę szła w takiej ozdobie:

„Ty mu płacisz próżnością, on tobie słowami,

A zapłacą za obu kury z kurczętami.”


Lis się skrzywił i milczkiem zawrócił do lasu;

Paw stał z ogonem w górze, lecz już bez hałasu;

A kury swe kurczęta spędziły do sieni,

Jak na deszcz, choć dzień cały stał w złotej zieleni.


Kto się w pochwałach kocha, niechaj ma na pieczy:

Pochlebca chwali ludzi, a myśli o rzeczy.



Analiza literacka

I. Fabuła i kompozycja

Bajka opiera się na klasycznym trójkącie ról: próżny (Paw), interesowny (Lis) i trzeźwy świadek (Wróbel). Kompozycja jest zwarta i przebiega czterema wyraźnymi taktami — zawiązanie, rozwinięcie, puenta, morał — lecz żaden z nich nie jest narzucony z zewnątrz. Paw nie zostaje ukarany fabularnym zwrotem losu; wystarczy, że jego zaślepienie zostaje nazwane. Cała akcja mieści się w jednym poranku pod dworską lipą i nie potrzebuje ani zmiany miejsca, ani upływu czasu: sytuacja dojrzewa do morału sama, z samego zderzenia trzech postaw.

Znamienne jest, że najważniejszy bohater — Wróbel — pojawia się już w zawiązaniu, w dziesiątym wersie, gdzie spokojnie je śniadanie i nie ogląda się na paradę. Dzięki temu w finale nie wkracza jako przygotowane narzędzie prawdy, lecz jako ktoś, kto przez cały czas był obecny. To drobne przesunięcie odbiera kompozycji posmak konstrukcji i zbliża ją do owej „niedbałości życia”, która cechuje najlepsze bajki klasycystyczne.

II. Charakterystyka postaci

Paw jest wizerunkiem samouwielbienia, które nie potrzebuje potwierdzenia z zewnątrz, dopóki nikt mu nie przeczy. Jego przekonanie, że słońce wstało właśnie dla niego, nie jest złośliwością, lecz naiwnością — i właśnie dlatego jest zabawne, a nie odrażające. Łatwość, z jaką daje się przekonać pochlebcy, wynika nie z głupoty, lecz z tego, że pochwała mówi mu dokładnie to, w co już wierzył.

Lis prowadzi całą mowę środkową i jest w niej najmocniejsza partia utworu. Jego retoryka jest dworska, uczona z pozoru, w istocie zaś czysto użytkowa: każdy komplement zbliża go o krok do kurnika. Podwójne dno jego wywodu ujawnia się stopniowo — od wzmianki o kurze, która grzebie w śmieciach, aż po zdradziecko konkretną propozycję, by udać się „tam, kędy gdaczą kury”. Maska znawcy piękna zsuwa się na oczach czytelnika, lecz nie na oczach Pawia.

Wróbel ma najmniejszą partię mowy i największą siłę wypowiedzi. Nie poucza, nie oskarża; słucha „jednym uchem”, jakby prawda spadła mu między dwoma ziarnami. Jego jedno zdanie obnaża naraz próżność Pawia i wyrachowanie Lisa, wskazując zarazem, kto poniesie rzeczywisty koszt tego układu.

III. Puenta i podwójne znaczenia

Węzłem semantycznym utworu jest wyrażenie „pochwalne łowy”: dla Pawia to polowanie na pochwały, dla Lisa — dosłowne łowy na kury. Ta sama scena znaczy dla obu bohaterów co innego, a ich wspólny pochód ku kurnikowi jest jednocześnie triumfem próżności i podstępem drapieżnika. Puenta Wróbla porządkuje tę ekonomię jednym ruchem: „Ty mu płacisz próżnością, on tobie słowami” — po czym dorzuca trzeci element, kury z kurczętami, który przenosi szkodę poza sam spór, na tych, którzy w nim wcale nie uczestniczyli.

Zakończenie nie objaśnia już niczego. Kury nie „rozumieją” — po prostu spędzają pisklęta do sieni jak przed deszczem, choć dzień stoi w złotej zieleni. Zapowiedź Wróbla spełnia się w milczeniu i na opak, a złoto dnia jest ostatnim, ironicznym odblaskiem pawiego złota: parada się skończyła, blask pozostał przy słońcu.

IV. Wiersz i język

Utwór napisany jest trzynastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie (7+6) — miarą narracyjną polskiej bajki klasycystycznej — o rymach parzystych, żeńskich. Intonacja, choć zamknięta w regularnym metrum, nie jest monotonna: przerywają ją wtrącenia („mówią”), pytania retoryczne, urwane okrzyki („Otóż to!”), które nadają mowie żywość gawędy. Słownictwo trzyma się normy początku XIX wieku bez przesadnej archaizacji; ozdobność jest umiarkowana, a obrazowanie konkretne — klejnot, jubiler, ziarno, sień — zgodnie z zasadą, że w bajce uczucie i sąd niesione są przez rzecz widzialną, nie przez abstrakcję.

V. Morał

Morał jest dwutaktowy i nie powtarza puenty Wróbla, lecz ją uogólnia. Wróbel mówił o cenie — kto czym płaci i kto zapłaci naprawdę; morał mówi o mechanice pochlebstwa: „Pochlebca chwali ludzi, a myśli o rzeczy”. Pochwała skierowana do osoby jest w istocie wymierzona w korzyść; człowiek jest tylko drogą do rzeczy. Ta rozdzielność intencji i słowa stanowi właściwy przedmiot bajki, a jej cichą ofiarą pozostaje nie pyszałek ani pochlebca, lecz ci najmniejsi, którzy w całej rozmowie nie zabrali głosu.

Daniil Lazko(Łaźko)

Napisane przez

Daniil Lazko(Łaźko)

Jestem autorem, dla którego poezja zaczyna się tam, gdzie milknie proste wyjaśnienie. Interesuje mnie romantyzm, historia Europy Wschodniej, pamięć, honor, wygnanie i ciemniejsza strona ludzkiej godności. Piszę z zamiłowaniem do rytmu, skrótu i wyrazu precyzyjnego, szukając tonu między melancholią a ironią. Bliskie są mi zarówno klasyczne tradycje literackie, jak i ich nowoczesne, żywe odczytania.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.