Pamiętam wieczory pachnące dymem,
gdy sierpień siadał z nami przy ognisku.
Iskry uciekały wysoko nad głowami,
a my wierzyliśmy, że są gwiazdami,
które można zabrać do kieszeni.
Nikt nie pytał, ile zostało lata.
Mieliśmy przecież całe życie.
Gitara gubiła akordy w ciemności,
ktoś śmiał się aż do łez,
ktoś opowiadał o niemożliwej przyszłości,
a noc była za mała
na wszystkie nasze marzenia.
Dzisiaj wracam tam tylko pamięcią.
Ognisko dawno zarosło trawą,
głosy rozeszły się w różne strony,
a sierpień nie pamięta naszych imion.
Czasem jednak czuję zapach tamtego dymu,
jakby młodość paliła się gdzieś niedaleko.
Wyciągam dłonie do jej ciepła.
I dopiero wtedy rozumiem,
że najdłużej grzeją ogniska, których już nie ma.
