Pomrukiwałam tak radośnie
w chwilach ulotnych wieczorem.
Mrużyłam oczy bezwiednie,
gdy czułam Twój dotyk.
Twój pocałunek nie mówił:
„Jesteś najważniejsza”.
Tylko: „Schowam Cię
w bezpieczne miejsce”.
„Nic, co światło daje,
nie może się schować” —
tak szeptałeś do mnie,
gdy spałam o świcie.
A Ty jednak zamknąłeś swe dłonie na mnie,
kochając mnie mocno
prostotą życia.
Mrok boi się bliskości,
bo zmienia mu charakter.
A ja jestem z mroku —
taka siła życia.
Ty otuliłeś mnie sobą,
w bezpieczne dłonie wplotłeś
tylko to, co ciemne,
lecz niebolesne.
Posadziłeś w spokojnym gaju,
na ławce,
i nuciłeś melancholię życia.
Tak rozkochałeś czerń,
co nie widzi bez Ciebie życia.
