Jak ptak co kiedyś wolnym był
Teraz uwięziony w klatce swej pasji
Tak przed życia ofertą się skrył
Nie uznając jego sensu i racji
Jakże brakuje jego cichego śpiewu
Trzepotu skrzydeł dzikiej wolności
Chociaż nie raz sam mówił bez gniewu
Że nie ma już w sercu owej radości
Gdy dystans do każdej sprawy i rzeczy
Beznamiętny i bezwzględny w ocenie
Sam sobie dla swojej wygody przeczy
Tłumi serca każdego marne uniesienie
Już nie ten jak ptak wolny ponad
Wszelkie tego świata zwykłe marności
Wyrwać gotów świat cały z posad
A wszystko dla pamięci wieczności
Sam wyrwany z ramion nocy i zmęczony
Głodny często żywiąc się tylko pasją
Trudu i mozołu ciężką pracą spocony
Nie opuszcza swej sceny – bastion!
I tak z uporem wciąż podąża
Za utopią patosu swej kariery
Swój organizm do granic przeciąża
Śpiewając najpiękniejsze opery
Zachwytów braw podziwu zbyt mało
Nigdy dość zawsze mało ku chwale
Co mu teraz w swej klatce zostało
W banale swego położenia tylko żale
26.06.2009 r. godz. 8.30
Elizabeth
