Uzależnił się od życia
Liczył każdą jego minutę
I wydawał czasem resztę
Gdy mu zbywało co nieco
Łaknął także szczęścia
Lecz go nigdy nawet nie mijał
Marzenia trzymały się z daleka
A jednak kochał nadal życie
Z uporem i nadzieją czekał
Na los mu kiedyś łaskawy
Siał dobre myśli rankiem
By kiedyś wschodziły dla niego
Nie oczekiwał zbyt wiele
Sam nie miał niczego aby dawać
Chodził z głową w chmurach
I o sobie nie mówił nikomu
Zdarzenia i nie wydarzenia
Wciąż płatały mu na złość figla
Nie miał pretensji i nigdy żalu
Przyjmował z godnością wszystko
Cierpliwość była mu siostrą
Często rozmawiali do zmroku
Jego dobroć była nieskończona
Ale i on ciężko zachorował
Już go nie ma na tym świecie
Teraz gości tam gdzie inne światy
Czy znalazł to czego szukał
Trudno jest tu powiedzieć
Czy został może świętym
Czy jego życie było dobre
Czy miało głębszy sens
Nikt pewnie tego nie wie
Może miał być przykładem
Jednak dokładnie czego
Czy to jest pełnią i spełnieniem
Czy życie na tym ma polegać
Cierpienie drogą do zbawienia
Długa i uciążliwa usłana cierniami
Czy jednak każdy ma zasoby
Aby to przez cale życie przechodzić
Zbliżać się jednak do ideału
To może jakiś wszystkich obowiązek
Nie chcieć zbyt wiele i nie liczyć
Na to że życie w dobrobycie będzie
Nieustanna pogoń za dostatkiem
Za wszelką jego ogromną cenę
Kosztem pokoju duchowego
I całej ziemskiej fauny i flory
Zbyt szybki rozwój cywilizacji
Niszczy całą naszą planetę
I znacznie mentalnie człowieka
Co znaczy że katastrofa nas czeka
Bez umiaru taktu i refleksji
Na dalszym planie egzystencji
Czerpiemy z ziemi wszystko
A nie zostawiamy niczego
Pokolenia te po nas kolejne
Nie będą nam za nic dziękować
Nie zostanie nic co ma wartość
Tylko zostanie totalna ruina
Jakie lekcje trzeba odrobić
Co jeszcze stać się musi
Aby człowiek zrozumiał
Że ziemia na chwilę jest dla nas
Nic tu nie jest na zawsze
I nic co jest wiecznie trwałe
Nasze umysły serca i dusze
Muszą w jedności być ze sobą
12.10.2026 r. godz. 10:22
Elizabeth
