W mauzoleum,
przy fontannie,
z obrazem jak z życia
stała panna —
dziwnie inna,
ironiczna,
w śmiesznych butach,
z miną mima.
Obok pan,
całkiem fajny,
bo garnitur miał na sobie,
buty czarne,
lekko chudy,
z kapeluszem jakby dumnym.
Popatrzyli więc na siebie
kątem oka
w tę niedzielę.
Taniec zmysłów,
pawie dwa —
nie zamienią słowa na...
Na „dzień dobry”,
na „dobranoc”,
tylko przejdą obok siebie,
uśmiechając myśli w niebie.
Tam ochoczo rozmawiają,
z każdej strony uśmiech leci,
pocałunki na dyskrecji,
nawet seks o niebo haczy
w ich fantazji.
