Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Opowiadania

Zawsze miałam Cię w sercu

AKoDu
AKoDu
6 września 2026·6 min czytania·1 Odwiedziny

Siedziałam na ławce.

Łódź kołysała moje ciało na boki. Pochlapany ketchupem płaszcz zwisał mi z ramienia, niemal dotykając pokładowych desek. Notes leżący obok mnie przesuwał się powoli w stronę starszego pana, więc co chwilę niezdarnie go łapałam.

Po drugiej stronie siedział chłopak.

Przystojny. Opalony. Dobrze ubrany. Ze słuchawkami na uszach.

Przyglądałam mu się przez chwilę, dopóki nie spojrzał prosto na mnie.

Odwróciłam wzrok, sięgnęłam po notes i zaczęłam pisać:


Zamknięta.

Nieułożona.

W rozsypce.

Z potarganymi włosami,

w płaszczu bez duszy

i mrocznymi oczami.

Chwytam się wiatru

jak balustrady,

ku drodze życia,

ku miłości bez granic…


Nagle zauważyłam, że chłopak przysunął się bliżej.

Zerkał na mnie, potem na kartkę, znów na mnie.

Poczułam, jak robi mi się gorąco.

W końcu nie wytrzymałam.

— Pomóc ci w czymś, czy będziesz się tak patrzył?

Zarumienił się. Podrapał po głowie, a potem spojrzał mi tak głęboko w oczy, że aż poczułam niepokój.

— Pięknie piszesz. Chciałbym, żebyś coś mi napisała. Masz piękne oczy…

— Słucham?

Znów się zarumienił.

— Przepraszam. Ja sobie chyba pójdę.

— Nie. Poczekaj.

Odwrócił się.

Uśmiechnął.

— Masz ochotę na kawę?

Uśmiechnęłam się i przytaknęłam.

Tak zaczęły się nasze dwa dni.

Dwa dni na wodzie, w których świat przestał istnieć.

Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, patrzyliśmy na siebie i zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy znali się od lat.

Po dwóch dniach wiedzieliśmy już, że chcemy być razem.

Nie interesowało nas nic poza tą magiczną chwilą.

Rozstaliśmy się dopiero, gdy rejs dobiegł końca. On pojechał do siebie, ja do siebie.

Wymieniliśmy się kontaktami.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo ten przypadkowy rejs zmieni moje życie.


Minęły trzy miesiące.

Szłam właśnie na rozmowę o pracę do prestiżowej firmy w naszym mieście. Nie spodziewałam się wiele, więc kiedy dostałam tę pracę niemal bez problemu, byłam w szoku.

Pierwszego dnia pojawiłam się na zebraniu.

I wtedy wszedł szef.

Mój Mikołaj.

W jednej chwili cofnęłam się za koleżankę.

Nie chciałam, żeby mnie zobaczył.

Myśli wystrzeliły mi w głowie jak torpedy.

Nie mogę z nim być.

Jest moim szefem.

Ja — zwykła, szara myszka, w koszulce kupionej na promocji, z wypłatą wystarczającą na styk.

I on.

Mój szef.

Nagle poczułam się brzydka. Nijaka. Jak niedopasowany puzzel.

Tego dnia miałam spotkać się z Mikołajem.

Nie chciałam go wystawić, więc napisałam, że nie mogę przyjść.

Następnego dnia w pracy Mikołaj zobaczył mnie przy kopiarce.

Podszedł.

Przytulił mnie i szepnął do ucha:

— Tak bardzo za tobą tęskniłem.

Odwróciłam się.

Przełknęłam ślinę.

— Przepraszam, szefie. Muszę zanieść te dokumenty pani Sofii.

Mikołaj spojrzał na mnie.

W jego oczach pojawiły się łzy. Radosny uśmiech zniknął.

— Słucham?

Odeszłam.

Szłam pewnie, ale serce rwało mi się na kawałki.


Po południu zostałam wezwana do gabinetu Mikołaja.

— Usiądź, proszę. Musimy porozmawiać.

Usiadłam.

— Chodzi o umowę? Nie sprawdziłam się?

— Nie o tym chcę rozmawiać. Nie jestem teraz od umów. Chcę porozmawiać o nas.

Milczałam.

— Co to znaczyło przy kopiarce?

— My nie możemy być razem.

— Czemu?

— Bo nie. Ja nie spotykam się z szefami.

Mikołaj posmutniał.

— Jestem tym samym mężczyzną, którego poznałaś. Nic się nie zmieniło. Kocham cię.

— Nie umiem.

Łzy spłynęły mi po policzkach.

Wybiegłam z gabinetu.

Nie umiałam z nim być.

Wzięłam wolne i powiedziałam, że źle się poczułam.

Fakt.

Źle się czułam.

Mdłości.

Wymioty.

Zawroty głowy.

I brak miesiączki.

Ciąża.


Ciąża z mężczyzną, z którym nie umiałam być.


Kiedy zanosiłam zwolnienie do pracy, liczyłam się z tym, że Mikołaj się dowie.

Dowiedział się.

Po powrocie z delegacji odwiedził mnie.

Był jednocześnie smutny i szczęśliwy.

— Kocham cię. Będę ojcem.

Chciałam skłamać.

Powiedzieć, że dziecko nie jest jego.

Ale nie zniosłabym bólu, który nosiłabym w sobie.

— Tak. Jestem w ciąży. Ale dam sobie radę.

Mikołaj patrzył na mnie z niedowierzaniem.

— Jak to: dasz sobie radę?

— Ja dam sobie radę.

— My damy radę.

Pokręciłam głową.

— Nie, Mikołaj. Ja dam radę.

— Ja nie chcę innej kobiety. Chcę ciebie!

Spojrzałam mu w oczy.

— To, że jesteś moim szefem, nie znaczy, że możesz mnie mieć. Umiem odróżnić życie od pracy.

— Jak możesz je odróżnić? Ja jestem twoim Mikołajem, nie twoim szefem. Byłem pierwszy. Nosisz moje dziecko. Nie chcę, żeby wychowywało się beze mnie.

— Nie zabiorę ci dziecka. Będziesz je widywał.

— Nie! Ja tak nie chcę!

Wyszedł.


Mikołaj ogłosił w firmie, że mają mnie dobrze traktować, bo jestem matką jego dziecka.

Po powrocie z urlopu nie usłyszałam żadnych zbędnych słów.

Całą ciążę do mnie przyjeżdżał.

Był obecny.

Pomagał.

Powtarzał, że nie chce innej kobiety.

A ja wciąż nie umiałam z nim być.

Minęły lata.

Nasza córka miała dziesięć lat.

Mikołaj wciąż był przy niej.

I wciąż kochał mnie.

A ja wciąż nie potrafiłam przekroczyć granicy, którą sama stworzyłam.


Pewnego dnia Mikołaj trafił do szpitala.

Potrzebował przeszczepu.

Jedynym ratunkiem było znalezienie odpowiedniego dawcy.

Nie patrzyłam na nic.

Poszłam na badania.

Wyniki pokazały, że mogę nim zostać.

Lekarze byli dobrej myśli.

W dniu operacji, zanim nasza córka miała pojechać do domu Mikołaja i zostać pod opieką niani, przyciągnęłam ją do siebie.

— Powiedz tacie, że zawsze go kochałam.

Nie rozumiała.

Nie wiedziała, co mam na myśli.

Uśmiechnęłam się tylko.

— Po prostu mu to powiedz.

Zabieg się udał.

Mikołaj zaczął wracać do zdrowia.

Ja natomiast czułam się coraz gorzej.

Mikołaj nie wiedział, kto był dawcą.

Do czasu.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie.

Usłyszał mój telefon w sali obok.

Wstał i przybiegł.

Zatrzymał się w drzwiach.

Spojrzał na mnie.

— Ty…

Milczałam.

— Ty zwariowałaś…

— Mikołaj, ja nie umiałam inaczej.

Podszedł bliżej.

— Jak się czujesz?

— Nie jest źle. Trochę słabo, ale nie jest źle.

Wtedy wszedł lekarz.

Spojrzał na mnie.

Mikołaj odwrócił się do niego.

— Jak ona się czuje?

Lekarz przez chwilę milczał.

— Jest źle. Organizm odmawia posłuszeństwa. Wycofujesz się. Jest bardzo źle.

Mikołaj rozpłakał się.

Upadł na kolana.

A ja płakałam razem z nim.

— Mikołaj… chodź tu.

Podszedł.

— Musisz mi obiecać, że będziesz szczęśliwy.

— Będę.

— Obiecaj.

— Będę szczęśliwy. Z tobą.

Pokręciłam głową.

— Nie, Mikołaj. Beze mnie.

— Nie mów tak. Nie upieraj się znowu. Proszę.

— Mikołaj…

— Nie! Ty posłuchaj.

Chwycił mnie za rękę.

— Dziesięć lat. Tyle czasu cię kocham. I nikogo innego nie chcę mieć. Wyciągnę cię z grobu, jeśli będzie trzeba. Będziesz ze mną.

— Mikołaj…

— Doktorze!

W jednej chwili na sali pojawili się lekarze.

Zaczęła się reanimacja.

Mikołaj stał pod ścianą.

Płakał.

Uderzał pięściami w ścianę.

Nie wiedział, co zrobić.

Nie mógł zrobić nic.

Aż w końcu usłyszał:

— Udało się. Wróciła.

Zamknął oczy.

Osunął się na krzesło.

A potem po prostu płakał.


Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie twój koniec.

Nie wiesz też, co zrobisz dla miłości, której przez lata nie potrafiłeś przyjąć.

Czasem boimy się tego, co mogłoby nas uszczęśliwić.

Czasem stawiamy między sobą a drugim człowiekiem granicę, której później nie umiemy przekroczyć.

Ale jedno jest pewne.

Dopóki żyjemy, zawsze mamy szansę.

AKoDu

Napisane przez

AKoDu

Zbieram słowa z miejsc, w których inni zostawiają milczenie. Piszę o emocjach, które trudno nazwać, o miłości, która nie zawsze ma swoje zakończenie, o pamięci, która potrafi być zarówno raną, jak i schronieniem. W moich tekstach wiatr może być dotykiem, kamień — historią, a ciemność — początkiem światła. Piszę wiersze i opowiadania. Nie po to, żeby opowiedzieć Ci swoją historię. Po to, żebyś czasem odnalazł w niej kawałek własnej.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Wspieraj Poetica.pl

Tutaj najważniejsze są słowa — bez reklam, bez hałasu, bez rozpraszaczy.

Jeśli chcesz pomóc nam pisać dalszy ciąg Poetica.pl, postaw nam kawę lub wesprzyj nas na Patronite.

Dziękujemy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.