Obraz tła Poetica

Wiersze i opowiadania — portal literacki

Czytaj i publikuj wiersze, opowiadania, artykuły i felietony

Wiersze

Drwal i młynarzówna

Elizabeth

Eliza Beth
Eliza Beth
29 września 2026·5 min czytania·3 Odwiedziny

Pod błękitem nieba pewne jezioro.

Tam nad jego brzegiem siedziała

dziewczyna i plotła swe warkocze.

Była zgrabna, miła i pięknej urody.


Śpiewała piosenkę z dzieciństwa.

Głos jej był cudny i aksamitny.

Ptaki na drzewach jej słuchały,

a sarny i zające blisko podchodziły.


Cały las słuchał, gdzie tylko echo

melodie jej niósł w najdalszą dal.

Usłyszał też pewien drwal w lesie,

co czasem pisał wieczorem wiersze.


Wracał właśnie wcześniej z wyrębu

i postanowił odnaleźć skąd głos dochodzi.

Szedł dokładnie naprzeciw echa,

mając na sukces wielką nadzieję.


Gdy był już niedaleko i tylko ujrzał,

dziewczynę siedzącą nad jeziorem.

Już się w niej zakochał na zawsze

i nie wyobrażał sobie już innej żony.


Zanim podszedł do niej już wiedział,

jaka będzie bardzo kochana i wrażliwa

na jego potrzeby i męskie zachcianki.

Ona na pewno będzie taką jaką chciał.


Dziewczyna zamilkła, gdy go zobaczyła.

Z pewną trwogą, ale i odwagą wstała.

Patrzyli długo na siebie, jakby walczyli

na siłę wzroku, czy jeszcze może inaczej.


Powiedziała w pewnym momencie,

że przenigdy nie będzie jego żoną.

Nie ma w sobie bowiem czystej Miłości,

a przecież za takiego wyjść za mąż nie może.


Chłopak zaczął krzyczeć i nią szarpać.

Ona stała bez słowa i najmniejszego ruchu.

Wtem zleciały się ptaki, przybiegły sarny

i inne na ratunek dziewczynie zwierzęta lasu.


Drwal stanął zdziwiony wobec obrońców,

patrzył jeszcze jakiś czas na nią z żalem.

Potem odszedł nieśpiesznie dalej,

a dziewczyna śpiewała znów swe piosenki.


Minęło lato a potem jesień i zima nastała.

Drwal pracował nadal w lesie i wspominał,

jak pięknie dziewczę śpiewało nad jeziorem

i zatęsknił szczerze i prawdziwie za nią.


W wolne dni przechadzał się po wioskach

w okolicy jeziora, oferując swoją pracę.

Tak bowiem chciał odnaleźć tę łanię

jak ją sobie kiedyś nadobną nazwał. 


Pewnego dnia do jej rodzinnej trafił chaty.

Tam ojciec w progu go z fajką przywitał.

Chłopak zapytał od razu, czy nie potrzebuje

rąk do pracy, opowiadając mu, co umie.


Młynarz od razu doskonale poznał się na nim

i dał mu u siebie w młynie godziwą pracę.

Wieczorem przy kolacji drwal zobaczył,

że jego córką jest ona, jego ukochana.


Nie dał po sobie poznać, że już ją widział.

Ona nie dała poznać po sobie podobnie.

Wszyscy razem przy jednym stole jedli,

a ojciec opowiadał mu o pracy w młynie.


 Jeszcze matka dziewczyny wypytywała

o jego oboje rodziców i dalszą rodzinę,

o jego rodzinny dom i skąd pochodzi.

Zupełnie jakby chciała mieć go za zięcia.


Dziewczyna jakby tego wszystkiego

nie słuchała i była temu obojętna.

Jednak na niego ukradkiem zerkała,

jakby szukała w nim zła potwierdzenia.


On jednak zawsze bardzo się starał.

Unikał jej i nie wchodził jej nigdy w drogę

Mijali się czasem w obejściu bez słowa,

jakby mieli taką między sobą umowę.


Czas mijał i nastała wczesna wiosna.

Pracy w polu i młynie nie brakowało.

Chłopak coraz bardziej się podobał,

zadowolonemu z jego pracy młynarzowi.


Latem, gdy było już po żniwach,

w niedzielę po Mszy przy obiedzie

zapytał, czy podoba mu się jego córka,

a dziewczyna spłonęła rumieńcem.


Poszła do kuchni niby po chleb,

ale wyszła przed dom oburzona,

że ojciec pierwszej jej nie zapytał,

czy ona zechce na pewno jego.


Młody drwal wyszedł do niej

i zapewnił, że nic się nie stanie

bez jej zgody i to ona zdecyduje,

czy chce być, kiedy i jak jego.


Ona speszona zupełnie nie wiedziała

co ma powiedzieć właśnie teraz jemu

gdy i on także zaczął się jej podobać,

ale pamiętała, co powiedziała kiedyś.


Jej słowa były jak zaklęcie lub pieczęć

i sama nie umiała jej skutecznie złamać.

Była jednak we wsi babka szeptucha,

która znała się jak nikt inny na czarach.


Rano dziewczyna niby poszła na maliny,

a zaszła po kryjomu do chaty starej wiedźmy.

Ona jakby już wiedziała, że do niej przyjdzie

i w progu jej to właśnie wszystko powiedziała.


Usiadły w spokoju razem przy stole,

a babka rzuciła na niego garść maku.

Ten rozsypał się w przeróżne strony,

tworząc jakieś niby litery, cyfry i wzory.


Dziewczyna patrzyła nic nie rozumiejąc,

co oznaczały i mówiły o niej rozsypane. 

Szeptucha czyniła nad nimi jakieś ruchy,

a potem wszystko sypnęła z powrotem.


Po chwili opowiedziała dziewczynie,

że chłopak został jako dziecko sierotą.

Pochodzi z dalekiej krainy, z której został

podstępnie przez stryja przepędzony.


Jego majątek po rodzicach zabrał,

sam zasiadł na tronie, by źle rządzić

nad wszystkim co było i wszystkimi.

Ucisk ogromny czynił i we wsiach niedolę.


Tak więc życie go nie oszczędzało

i nie miał nigdy dobrego wychowania.

Jednak to dobry chłopak i na pewno wart

aby się za niego bez wahania wydała.


Dziewczyna zdumiona tym co usłyszała,

pytała babkę jeszcze o inne szczegóły.

Jednak ta już więcej jej nie powiedziała.

W zamian zażądała jej długich warkoczy. 


Odcięła więc swoje włosy, a krótkie ukryła

pod chustką, którą kiedyś dostała od ojca,

wracającego z nią z targu, gdzie mąkę woził.

Wtedy jeszcze wierzyła w moc jej warkoczy.


Teraz wiedziała, po co je zapuszczała.

Z tą wiedzą miała szerszy obraz młodzieńca.

Postanowiła go bliżej poznać i zaproponowała,

że będzie go uczyć, aby wiedział wszystko.


Ponieważ pojętny i bystry był więc szybko,

wiedzę od niej przyjmował, rozumiał też,

co kiedyś wtedy stało się nad jeziorem

i bardzo się tym teraz szczerze zawstydził.


Powoli wszystko zaczęło się układać,

a młodzi przekonali się wzajemnie o sobie.

Chcieli już siebie i gotowi byli być razem,

co pewnego dnia o tym oznajmili rodzicom.


Ci radzi im, nie robili im żadnych przeszkód.

Dali im swoje błogosławieństwo i ślub wkrótce.

Wesele było huczne takie na całą wioskę.

W końcu mieli jedyną córkę, takie więc być musiało. 


Po kilku miesiącach już pani gospodyni,

opowiedziała wieści od lokalnej wiedźmy.

Chłopak zaczął sobie powoli przypominać

śmierć swoich rodziców i to co było potem.


Całą rozmowę usłyszał stary młynarz

i wszedł do ich części domu, mówiąc,

że musi stryjowi odebrać swoje, to co było

jego po rodzicach, bo to mu się należy.


Obiecał pomoc i zwołać wszystkich chłopów,

aby iść całą chmarą na znak poparcia

i pomóc odebrać majątek po rodzicach,

ze wsparciem sądu i ówczesnej policji.


Gdy już wszystkie dobra zostały odebrane,

a młody drwal został na włościach panem,

urządził przyjęcie na cześć żony i teściów.

Jednak wielkopańskie życie było mu obce. 


Po namyśle co udało się sprzedać, to zrobił.

Resztę ludziom rozdał i wrócił z żoną

do jej rodziców i młyna, bo tam tylko była

jego prawdziwa rodzina i wielkie szczęście.


Zmodernizował młyn i kupił w okolicy ziemię.

Wybudował okazały dom i dał ludziom pracę.

Młynarz i młynarzowa doczekali się wreszcie 

piątki wnuków i żyli wszyscy długo i szczęśliwie.


28.09.2026 r. godz. 20:20


Elizabeth

Eliza Beth

Napisane przez

Eliza Beth

Piszę przede wszystkim prozę, ale i z poezją jest mi po drodze. Ponadto innymi moimi pasjami są: beading, sutasz, biżuteria z tkanin, florystyka, decoupage, pouring i artystyczne tynki. Uwielbiam muzykę i wszystko co związane jest z rozwojem duchowym.

Oceń utwór

Brak ocen, bądź pierwszy!

Wspieraj Poetica.pl

Tutaj najważniejsze są słowa — bez reklam, bez hałasu, bez rozpraszaczy.

Jeśli chcesz pomóc nam pisać dalszy ciąg Poetica.pl, postaw nam kawę lub wesprzyj nas na Patronite.

Dziękujemy!

Komentarze

, aby skomentować

Brak komentarzy. Zaloguj się, aby rozpocząć dyskusję.