Nigdy tak naprawdę nie wiemy,
która przyszłość jest dobra.
Widząc ją za ścianą,
choć w małej stopklatce,
jak w pokoju jednej małej akcji.
Z różnymi postaciami,
w uczuciach tak odmiennych od siebie,
z innymi rzeczami,
w innych miejscach,
nawet z kwiatami w wazonie
o innych płatkach delikatności.
Patrzymy z oddali na te pokoje
i każdy niby taki sam,
bo widzimy się we dwoje,
i w każdym szczęście,
uśmiechy, radości.
Tylko z perspektywy siedzenia naprzeciwko
nie wiemy, którą wybrać przyszłość.
Czy się zdecydować,
czy jeszcze poczekać,
czy zanurzyć troszeczkę
w jednej miłości rzekach
i sprawdzić tym samym,
co nam oferuje —
zostać?
Czy kąsnąć też innej,
bo ciągnie wciąż pytanie:
gdzie lepiej jest nam?
Gdzie duszą bliższy miłości idzie stan?
Ten z nim
czy ten z tamtym?
W pokoju stopklatek
tak samo wygląda nasze uczucie.
A gdy się odwrócimy,
zerkniemy za ramię
w czarne fale cieni,
co myśli zwijają,
jest pytanie ciekawości:
Z kim lepiej jest mi
w tej doskonałości?
I nie ma odpowiedzi.
Stopklatki się nie przewijają.
To musi być ławka
i decyzja pewna,
w której myśl zostaje jedna:
„Co puścić
i jakim nurtem iść
w tej miłości,
którą widzę dziś?”
