Czasem pamiętam
popioły tamtych dni,
które cisza gasiła,
a mrok pochłaniał.
Zapiska w kalendarzu
jakby przez mgłę przechodziła,
dając oznaki,
że to nowy dzień.
Wszystko,
jak piana morskich fal,
buzowało wokół.
My.
Oni.
Razem.
Osobno.
Czułam się
jak ryba w wodzie.
Dziś widzę to z daleka.
Omijam oceany.
Siedzę przy jeziorze,
w świetle słońca,
bez fal mroku,
bez nadmiaru gorąca.
