Siedzę
z liściem na ławce.
Myślę o kwiatach na rabatce,
o wszystkich warzywach już do domu wniesionych
i o tej dyni,
którą lada dzień zerwę.
Chłodne powietrze
przechadza się po moim karku.
Bezrękawnik już nie grzeje jak wcześniej,
a bluza zaczyna oddychać innym powietrzem.
Zastanawiam się, kiedy to było,
gdy strój nakładałam i
plaże były oblegane.
Gdy słońce zaglądało mi przez ramię.
Dziś to tylko wypad w góry,
na Tatry kochane,
by między krainą cudnych lasów
łapać wolność,
widokiem się napawać
i nie czuć się pustą.
